wtorek, 17 grudnia 2013

Rok IV Rozdział Siódmy Umowa

siedziałam sobie w dormitorium kilka dni po ognisku.

z samego rana przyszedł do mnie Draco.
- Ignis mam pomysł. zaczął cicho.
- słucham. - odparłam zainteresowana. - no mów.
- podpiszmy kilka formułek o tajności naszego związku z Puchonami i Krukonami. Gryffoni nie wchodzą w grę - Draco wymyślił bardzo kuszącą opcję - w zastaw po pół litra od łebka plus karne pół od domu który przedwcześnie sypnie. - baaardzo kusząca opcja - no i oczywiście kara od ciebie - pokazał mi dwie karty, teraz zauważyłam lekkie cienie pod oczami Draciego - pracowałem nad tym całą noc. 
- to - przejrzałam klauzulki. Zero kruczków do odwołania, czyste surowe zasady  - jesteś genialny Draci - pocałowałam go w policzek - naprawdę. Książę jestem cholernie dumna i szczęśliwa - przytuliłam się do niego - kochany. 
- d ... dzięki - wykrztusił, puściłam go - miarkuj siłę Księżniczko.
- dobrze skarbie i przepraszam - odparłam - Draco ... - Ślizgon podszedł bliżej - nagroda - pocałowałam go - jesteś genialny.
- nie przesadzaj Księżniczko - odpowiedział mi speszony - wymyśl jakąś bolesną karę, nikt nas nie wsypie - odparł Draci - na pewno nikt się nie odważy. 
- mam ochotę cię nagrodzić ponownie - uśmiechnęłam się - wiesz czym jest malinka prawda ? 

                         * Draco * 

malinka .. 
w głowie Ignis było sporo wiedzy na ich temat. 
- jak nie chcesz nie będę cię zmuszać - powiedziała spokojnie Igni. jednak jej oczy lśniły z apetytu - decyzja Draci. 
- tak - speszyłem się - chodź. 
- muszę usiąść ci na kolankach Draci - usiadłem na kanapie a Igni na moich kolanach. oparła się o moje ramię a ja objąłem ją jak do ramy. 
Ignis spojrzała mi w oczy, rozchyliła kołnierz mojej koszuli i objęła wargami mój obojczyk. 
 czułem ciepło jej ust i oddechu. 
Igni lekko i powoli zasysała powietrze, jakby bojąc się siły. 

pogłaskałem ją po głowie. 
usłyszałem westchnienie i poczułem oparte na moim ramieniu czoło Igni. 

odsunęła się i dumna pokazała mi ciemnoczerwone serce na moim obojczyku. 

- chcesz ? - spojrzała mi w oczy - chcesz ? 
- tak - odpowiedziałem - też mam usiąść ci na kolanach ? spytałem żartem. 
- wystarczy że się obrócę - Igni się odwróciła a ja prawie tego nie poczułem - chodź - odchyliła głowę w bok. zauważyłem dogodne, niewidoczne dla innych, niewielkie zagłębienie lekko poniżej jej obojczyka. Ignis kiedy dotknąłem jej ustami westchnęła i usłyszałem jakby mruczenie. - Draci skarbie niedługo pobudka - powiedziała do mnie cicho - masz bardzo ciepłe wargi ... 
odsunąłem się od jej szyi kiedy i ona miała na sobie serce - gotowe skarbie. 
- dziękuję Książę. Igni pocałowała mnie w policzek. 
- nie ma za co Księżniczko. 

                           * Ignis * 

Draco ... 
nie mogłam oprzeć się pokusie dotknięcia świeżej malinki. 
czułam jeszcze ciepło oddechu i ust Dracona na swojej skórze. 

Krum zleciał na dół jako pierwszy. 
- dzień dobry Ignis - przywitał mnie. - dzisiaj przejmuję obowiązki kapitańskie w drużynie Slytherinu - o nie, nie dostaniesz tego tak łatwo - chcemy zobaczyć jak mocno trenujecie. 
- Wiktor nie oddam ci stołka na choćby minutę a co dopiero na jeden trening - zaparłam się. Dumstrang by ich zajechał na śmierć - nie licz na to. 
- Iskro nie każ mi iść do Snape'a i prosić o papier - zaczął Krum - oddasz mi pieczę nad drużyną. 
- bo co ? spytałam agresywnie ale spokojnie. 
Krum jedynie wskazał wzrokiem na Dracona na kanapie w towarzystwie kilku swoich kolegów. 
- chłopaki - Krum zaczął zdanie a oni spojrzeli na Dracona wrogo - to jak Ignis? 
- ja prowadzę trening, ty możesz jedynie sugerować zmiany. 
- dobrze Iskro. ustąpił mi Krum. - dzisiaj prowadzisz trening.
- no co ty nie powiesz ? - zapytałam sarkazmem. - idź sobie na lekcje.
- idę.  zapewnił mnie WIktor z "uroczym i łobuzerskim" uśmiechem.

wywróciłam oczami i spojrzałam na Draco.
dotknął obojczyka z uniesionymi brwiami.

no tak.

chociaż ze Ślizgonami chyba nie musieliśmy podpisywać druczka.
byliśmy o tyle zsolidaryzowani że żaden Ślizgon nie wsypałby drugiego Ślizgona.
czystość krwi,  spryt,  lojalność wobec swoich.

^ z naszymi chyba nie, co ? Pansy nie wsypie bo oboje byśmy jej nagadali. zresztą nasi wiedzą od początku roku i jeszcze nie wsypali. Ślizgoni tego nie zrobią dziedzicowi. szczególnie że połowa z nich ma rodzinę w Zakonie. ^   przekazałam Draciemu myśl.
^ racja. Ślizgonom nie trzeba wałkować.  jednak papierek byłby dobry. tak na ... ^  Draco zapukał w niepomalowany drewniany stół  ^ tak na wszelki wypadek ^

skinęłam głową.
jednak wystarczyło że położyłam papier na stoliku i podałam każdemu pióro.  wszyscy pod klauzulą pół litra na łebka i bolesnej kary zostawienia przywiązanym do drzewa w Lesie przez tydzień kiedy to bestie miały straszyć lecz nie ranić  zgodzili się mnie i Dracona nie wsypać przed Harry'ym.

pozostała reszta domów.

Hufflepuff pomęczyłam na pierwszej przerwie jaka mi się napatoczyła.
potem na lekcji posłąłam papier po Krukonach którzy również podpisali.
obydwa te domy robiły to raczej ze strachu, chociaż większości było to obojętne.

i git.
można się obejmować przy trzech domach z czterech.

Draco spojrzał na mnie z uśmieszkiem.
cały dzień nie widzieliśmy Gryffindoru.
Harry miał w innej części szkoły lekcje przez cały dzień.

Draci objął mnie i zabrał na dziedziniec.
usiedliśmy na murku między filarami.
blondyn podał mi lizaka o smaku krwi.
- nie musisz - odwrócił moją głowę kiedy odwróciłam twarz żeby go nie obrzydzić.  - nie musisz Igni. - powtórzył mi Draci. - kocham cię taką jaką jesteś.
- ooo - pocałowałam go w policzek. - jesteś zbyt kochany dla takiej szui jak ja.
- tak ? - zdziwił się - a co takiego złego robi moja Księżniczka ?
- kantuje, zabija wampiry, okłamuje brata żeby móc być ze swoim Księcem. - spojrzałam mu w oczy. - pomijając fakt całej afery z Bonesem i Aleksandrem.
- zapomniałem o nich. - machnął ręką Draco. - liczy się moja Księżniczka.
- zapominasz natomiast że jestem siostrą Śmierci i córką twego przyszłego Pana. - ściszyłam głos. - ojciec mnie na zebraniu chyba zatłucze ale mogłabym pokazać ci Znak.
oczy Dracona zalśniły ciekawością.
- zrobiłabyś to skarbie ? zdjęłabyś pieczęci ? spytał szeptem podekscytowany Draci.
- nie tutaj oczywiście i w innej porze dnia ale tak. potwierdziłam cicho.
uśmiechnął się. - a jak z Balem ?
- tańczę z tobą na początek. to jasne.  - odparłam. - a dodatkowo całą noc na parkiecie z tobą.  - Draco spojrzał na mnie podejrzliwie. - dopóki nie zajdzie nas ochota na buziaka.
- zgodzę się na warunek.
- niedługo dzwonek.
- racja.  potwierdził i podniósł mnie z murku.

zaprowadził mnie na miejsce obok siebie.
na szczęście lekcja Eliksirów była prowadzona tylko dla Ślizgonów.

mogłam więc bez przeszkód zostać objęta.
Snape nie zwrócił na ten gest uwagi.
a ja wtuliłam się w ramię Dracona i tak przesłuchałam cały wykład.

potem był trening.
no już niezbyt różowo ale nie damy się Dumstrangowi.
Draco spojrzał na mnie pewnie.
^ pokażemy im skarbie ^  zapewnił mnie za cały zespół.

ludzie weszli do szatni.
- mamy trening na który patrzy Dumstrang. od nas zależy czy zaśmieją się do łez, czy oczy wyjdą im z orbit. - zaczęłam przemowę.  jakoś trzeba było ich zotywować. - damy po sobie skakać i się naśmiewać z Hogwartu pod względem gry czy pokażemy tym gogusiom jak wygląda quidditch ?
- QUIDDITCH ! chłopacy podnieśli wrzask.
- damy im powód do śmiechu ?
- NIE !
- więc do roboty. chcę tu widzieć najwięcej powera jak tylko się da. mają im czapki pospadać !
- TAK JEST PANI KAPITAN !

i wycisnęli z siebie najwięcej jak się dało.

przy okazji :  rozpadało się.
szaty przemokły, kij z tym że mogłam być chora, i tak się darłam.

burza tylko im sprzyjała.

widziałam minę Kruma.
oczy wychodziły mu dosłownie z orbit.

nigdy chyba nie widział prawdziwego treningu.

złąpałam znicza co zakończyło rozgrywki treningowe.
- no chłopak jestem dumna. - przybiłam piątkę z każdym z nich. - a teraz won do szatni i pod prysznice bo się uduszę.
- tak jest pani kapitan.  odpowiedzieli zgodnie i wmaszerowali do szatni.

prysznice były zamykane.
kabiny zajęte.

a Draco stał w szatni jako jedyny i się przebierał.
    nie mogłam nie zerknąć na niego i jego brzuch.
jednak zauważył mój wzrok i spuściłam wzrok.
    kiedy ja się przebierałam to on się patrzył.
i tak to było.
oboje nie mogliśmy się napatrzyć na drugie z nas.

Draco chyba zrozumiał że po tak dobrym treningu chcę dostać buziaka.
stałam pod ścianą szatni a on do mnie podszedł i bez słowa mnie pocałował.
cudownie, jak zawsze.
odrobinkę dłużej niż zwykle dał mi się cieszyć swoimi ustami żeby dać mi i sobie poczucie nagrody za ciężką pracę.

odsunęłam się od niego niechętnie.
nie chętniej nawet niż zwykle.
- dobrze grałeś Książę. pochwaliłam go.
- ty również Księżniczko. odparł.
- mamy jeszcze jakieś lekcje ?
- nie. na szczęście nie. pojawił się na jego twarzy uśmiech.
- czyżbyś chciał posprzątać po treningu ? zasugerowałam.
- owszem pani kapitan. - chyba chciał pocałować mnie w policzek jednak trafił na ucho. - specjalnie to zrobiłem skarbie. - zapewnił mnie. - może dasz mi usta ?
- owszem. tylko mi je oddaj. odpowiedziałam.

a Draco znowu jasno i klarownie mnie pocałował.
- mrr - pocałowałam go w policzek jak już się odsunął. - dziękuję kochanie.
- nie ma za co Igni. - objął mnie i zabrał poza szatnię. - odpłacisz mi się mówiąc wszystko bratu.
- zrobię to. - obiecałam mu. - po Czarze.
Draci cmoknął mnie w policzek. - tak szybko ?
pokiwałam głową patrząc w jego niebieskie oczy. - tak.

blondyn już do szkoły się nie odezwał.
potem również milczał jakby był w szoku.

patrzyłam na niego troskliwie.
dopiero kiedy już zostaliśmy sami nawet mrugnąć nie zdążyłam kiedy poczułam na sobie jego wargi.
ciepłe, lukrecjowe, lekko wilgotne usta Dracona.
zostałam czule opatulona ramionami i oddałam mu pocałunek.
Draci lekko mnie namawiał do dalszego buziakowania i delikatnego mięcia jego marynarki.

nie wiem ile , no szczerze,  leżeliśmy na sofie w pokoju wspólnym i ile się całowaliśmy.
czas nie grał tu roli.
lizaliśmy się i było bajecznie.
i to się liczyło.

Krum zszedł na dół i widział nasz pocałunek.
- em Ignis. - zaczął zaskoczony. - Ignis !
musiałam się odsunąć od troskliwej opieki logopedycznej Dracona.
a było już tak milutko ...
- czego ? spytałam chłodno.

- nie tak ostro skarbie. skarcił mnie żartem Draci.
- ciebie niestety na razie nie pytałam o zdanie. uśmiechnęłam sę do Ślizgona.

- co Wiktor ? ponowiłam pytanie.
- gadałem z kumplami ze szkoły.
- no i ???
- nie będziemy ingerować w treningi, życie szkolne, oraz w sprawy prywatne żadnego z was. i oczywiście każdy się podpisał pod druczkiem o waszym związku.
- świetnie. - stwierdziłam chłodno. - coś jeszcze ?
- nie liżcie się na widoku.  rzucił cicho Wiktor  i się ulotnił.

umowa z Dumstrangiem podpisana.















piątek, 13 grudnia 2013

Rok IV Rozdział Szósty I Co Jeszcze ... Podrozdział Drugi Zasady ...

minęło kilka dni.

Puchon o imieniu Cedrik dogryzał Harry'emu.
mi nie miał odwagi.

przeszłam na dziedziniec.
Draco oczywiście popierał Puchona i mnie. ale nie Harry'ego.

obecnie zostały wypuszoczone przypinki.
" Cedrik górą "  które zmieniały się na " Potter cuchnie "  z wizerunkiem Harry'ego.
o mnie ...
woleli nie robić żadnych plotek.

jedynie Ślizgoni nosili naszywki, czy tam przypinki,  z napisem " Łowczyni zwycięży "  czy coś w tym stylu. jednak to była "elita"  bo tylko Slytherin mógł nosić coś takiego.

przechodziłam przez dziedziniec.

Draco właśnie próbował rzucić czar na Harry'ego.
kiedy on stał plecami.

Moody zauważył to i odebrał mu różdżkę.
ha mało tego.

zmienił go w białą fretkę i zaczął wywijać nim w powietrzu.
próbował rzucić nim w Crabbe'a jednak go zatrzymałam.
porzucił go z wysokości dwóch metrów na trawę dziedzińca.

blond włosy się rozsypały a Draco próbował ukryć łzy bólu i upokorzenia.

ale ja chciałam się odegrać na Moody'im.
miałam takie prawo.

- Alastor Moody ! - zrzuciłam torbę. trudno.  pieczęć z zaskoczenia.  wyleciał w górę na dwa metry i też sobie skakał w powietrzu jak lalka. - milutko panie profesorze prawda ?  uśmiechnęłam się.
- puść mnie do cholery Potter ! bo oberwiecie ujemne !  zagroził.
- tereferekuku. - zadrwiłam. -  " Łowca ma prawo do korzystania z metod niekonwencjonalnych w celu nauczania nowych nauczcycieli przepisów szkoły, w razie ich złamania " - przytoczyłam mu klauzulę. i zrzuciłam na ziemię. - i nie ma pan prawa karać mnie ujemnymi za tego typu pouczenie.  - odchodziłąm. - a za następne złamania zasad zostawię pana w Lesie. i też nie ma pan prawa wstawiać żadnych ujemnych.  odpowiedziałam poważna.

teraz już spokojna podeszłam do Dracona i zebrałam go z bruku.

- mój ojciec się o tym dowie.  warknął do Moody'ego.
- synalek Malfoy'a ? - spytał. - a no to przekaż ojczulkowi że stary pryk nadal ma go gdzieś.

zabrałam go pod rękę w korytarz.
nikt nas nie widział.
pomimo późnej jesieni było cieplutko i każdy siedział na dworze korzystając ze słońca.

- wszystko okej ? spytałam go zmartwiona.
- ciało całe. - skrzywił się kiedy dotknęłam jego brzucha. - poobijany ale cały.
- po pierwsze :  co cię podkusiło żeby podnosić rękę na mojego brata ?! - zamknął oczy. - wiesz przecież że nie toleruję tego.
- wiem Igni ale ...
- nie ma ale. - dotknęłam siniaka na jego brzuchu. skrzywił się lekko. - jasne ? zero uroków, czarów i kłótni z moim bratem. złorzeczenia przeżyję ale mam ich nie słyszeć.
- jasne. - potwierdził. - jak było po pierwsze musi być i po drugie.  mruknął cicho Draco.
- po drugie :  nie dawaj się tak łatwo.  minęło kilka treningów. masz mieć oczy dookoła głowy 24h na dobę. wybroniłbyś się gdybyś tylko wyczuł Energię.
- poczułem ale nie liczyłem że mną porzuca. warknął zły.
- oj ale byłeś słodki jako fretka. - pogłąskałąm go po policzku z uśmiechem. - taki słodziutki.
- tsaa i jeszcze pewnie mi powiesz że do głąskania ..
- a żebyś wiedział. - potwierdziłąm. - jakbyś został fretką mogłabym cię nosić na rękach, głaskać i całować po główce i nikt by się nie skapnął.
- byłbym twoim pupilkiem to bardzo wiele.  - uśmiechnął się kwaśno. - a teraz niech Łowczyni idzie.
- bo co blondynie ? - odparłam prowokująco.  nikogo nie było i nikt się niedaleko nas nie kręcił.  zawsze wybieraliśmy odosobnione korytarze gdzie nikt nie chodził.  - co mi zrobisz ?
- chociażby. - obrócił mnie pod siebie. teraz ja opierałąm się o filar a on pochylał lekko głowę. - to. - pocałował mnie w policzek. obydwie zmiany mnie zaskoczyły.  po pierwsze :  nigdy tak szybko nie "atakował"  po drugie ... liczyłam na pocałunek.  - zaskoczona ?
- trochę. odparłam spokojnie.
- to za tego siniaka. - pstryknął mnie w ucho. - a to za tą fretkę ... -  spojrzał mi w oczy.   nareszcie !.   pocałunek.   otulił mnie i zasłonił plecami.   na krótko,  jak zawsze,   jednak zawsze.    - Łowczyni musi iść.
- nigdzie mi się nie spieszy dopóki Moody znowu nie złamie zasad.
- no bo tych ustalanych przez ciebie nie wolno łamać.
- akurat zakaz transmutacji jako kary to przepis szkolny. - zdziwił się. - Łowca musi znać prawo żeby móc, jakby to powiedział Spade "chronić nim własny tyłek". takie haczyki się przydają. zresztą spytaj taty.
- nie muszę. - uśmiechnął się. - wystarczy że moja Księżniczka mi je wytłumaczy.
pocałowałam go w policzek. - leć już.
- po co ? zdziwił się.
- po to. - zasłoniłam każdy jego siniak lodem.  w pocałunku sama rozcięłam sobie język i teraz drobne ranki Draco się zrastały. a że to była dawka krwi dla niego to mogło piec. - już.
- trochę to "coś" bolało.
- bo zawsze boli. - stwierdziłam fakt. - dwa lata temu dostałeś dodatkowo coś od Pompfrey żeby nie bolało jak nogi ci się będą składać.  a teraz nic.
- daj mi buziaka.  poprosił na koniec.
Draco dostał to o co prosił.  - teraz już leć.  ja idę na dwór.
- a kiedy trening ? spytał zainteresowany zbierając rzeczy.
- kiedy Moody ogarnie że istnieją zasady i przyjdzie cię przeprosić.

jak przewidywałam.
Moody przyszedł do dormitorium, mruknął jakieś  "szam"  i wyszedł.

Ślizgoni spojrzeli na mnie.
widzieli akcję na dziedzińcu tak samo jak reszta szkoły.

- Ignis to chyba jest co świętować. utemperowałaś nosa Moody'emu.
- impreza będzie na Czarze spokojnie Peter.  odparłam pałkarzowi.
- ale teraz to jeszcze pamiętamy. - odparł. poparł go tłum. - dawaj Ignis. śpiewaj.
- nie znoszę tłumu. - mruknęłam cicho lekko rozbawiona. - ale dobra. - weszłąm na stół. - niektóe reguły są po to by je łamać.

Krum się uśmiechnął z kąta przy stoliku.

Draco siedział na schodach,  jako jedyny był tak mądry żeby być sam i jeszcze mieć dobry widok.

spojrzałam w stronę kominka.
- wybierajcie.  rzuciłam komuś mp3.
- to.  - oddał mi słuchawki. - tak dla mnie.
Yeah Yeah Yeahs "Zero".
spoko.

pozwoliłam sobie na tłuczenie szklanek któe były na stole.
z tego też względu że później bym je poskładała.

tak więc w Hogwarcie panują różne zasady.
jedne wolno łamać nielicznym,
innych nie wolno nikomu przekraczać,
jeszcze inne ratują cię przed ujemnymi.

wniosek ?
Hogwart ma bardzo zawiłe pojęcie prostego terminu "zasada" które można wykorzystać na swoją korzyść.


następnego dnia rano obudziłam się w nie swoim łóżku.
lub przynajmniej tak mi się wydawało na pierwszy rzut oka.

spałam na Krumie.
w pokoju dziewczyn.

najlepszy paradoks ever.

wstałam i zrzuciłam na niego wodę.
obudził się jak oparzony i usiadł w mojej mokrej już pościeli.
- o Ignis ...
- nic nie mów. nawet się nie waż. - wygoniłam go. - won.
dziewczynom oczy wyszły z orbit.

jak można wyganiać Kruma ze swojego łóżka ?
i to jeszcze jak się na nim    s p a ł o   ....
ano można.

- jeszcze zatęsknisz. zagroził i wyszedł.

dziewczyny podniosły pisk.
okazało się że spałam na jego samej skórze.

otrząsnęłam się i poszłam pod prysznic.

po obiedzie McGonnagall zamiast na Transmutację zabrała nas do jakiejś nieznanej mi dotąd sali.
był tam cały nasz rok.
wszystkie domy.
wszyscy reprezentanci.

- dobrze dzieci.  niedługo Święta. a tradycją Czary jest Bal Bożonarodzeniowy.  reprezentanci szkół tańczą jako pierwsi.  - nikt nie kwapił się do dobierania w pary. - Hogwart szczyci się najlepszymi tancerzami. liczę że i teraz pokażemy klasę. - ciągnęła. - może .... - przejeżdżała wzrokiem po domach. - ty Ignis. - wyszłam na środek. - i ... - spojrzała na Dracona. - Malfoy. podejdź.
- czemu musimy tańczyć akurat tańce klasyczne ? spytałam na tyle głośno że każdy to słyszał.
każdy na tej sali myślał zapewne to samo jednak nikt tego nie raczył wyrazić.
- bo tradycja narzuca wam pewne zasady. od tańca nikt nie zginął a wy i tak się nie wywiniecie.  ukróciła to nauczycielka.

no to fajnie ...

- nie chcę z nią tańczyć pani profesor. zaparł się.
- chcesz dostać minus 20 punktów dla Slytherinu za niesubordynację ? zagroziła mu McGonnagall.

Draco podszedł do mnie sztywno. zachowywaliśmy się jakby każde z nas miało nas zagryźć na śmierć.

- zbliżcie się do siebie do licha. - McGonnagall energicznie popchnęła nas do siebie i ustawiła do ramy. nadal jednak zachowywaliśmy odległość. - nie zachowujcie się jak dzieci. - zlepiła nas. - rytm jest na cztery. - i zaczęła się muzyka.  co dziwne miałam wrażenie że znam ten taniec.  Draco patrzył wiecznie w podłogę żeby przypadkiem nie nadepnąć na moje glany.  wszystko co najgorsze było lepsze od kary za zabrudzenie mi butów.  McGonnagall podniosła mu głowę i teraz patrzył mi przez ramię.   odtańczyliśmy cały numer zgodnie z dyrygowaniami McGonnagall. - jako że przetarliście mam nadzieję lody reszcie każde z was dostaje plus 10 punktów.  - usiedliśmy na ławkach. - a teraz tak.  - i wybrała pary do ćwiczeń.   jednak reprezentanci mieli "zakichany" obowiązek z parterem/partnerką z ćwiczeń iść na Bal. - i tyle na dzisiaj.  wygoniła nas równo z  dzwonkiem mentorka Gryffindoru,

przeszłam na korytarz.
i od razu czepili się Fred i George.
- kiedy ślub z Malfoy'em ? spytał któryś z nich uszczypliwie.
- mam wam to wbić do głów siłą czy zrozumiecie jak powiem ? - stanęłam na środku korytarza.  bliźniacy zdziwieni spojrzeli na siebie. - nie lubię zbytnio Malfoy'a. wbijcie to sobie do makówek bo będzie z wami źle.
- uuu grozisz nam .... ciekawe ...  drugo podjął temat.
- utopić, spalić czy zagrzebać żywcem ? - zaczęłam sobie wyliczać. - nie. najlepsze będzie porzucenie waszej irytującej dwójki w Lesie w czasie pełni. uśmiechnęłam się złośliwie.
obydwaj rudzi jednocześnie odciągnęli od skóry kołnierze koszul.  - dobra.  zrozumieliśmy.
- cieszę się niezmiernie. odparłam i walnęłam w Cedrika Driggory. 

- cześć Ignis. Puchon przywitał mnie sztywno. 
- cześć. odpowiedziałam. 
- hej Ced nie podrywaj jej !- wrzasnął jakiś jego kolega - przecież masz już dziewczynę. - doszedł tu Draco - te Malfoy ! - zawołał ten sam żartowniś - bardzo wysoko skaczesz, kiedy zostaniesz fretką na zawsze ? 
- spadaj. Draci nie miał humoru. 
- ty byś tym bardziej nie dał rady - ofuknęłam Puchona - sikałbyś w gacie jakby tylko Moody spojrzał na ciebie spode łba. 
- nieprawda. odparł chłopak. 

nie wiedział że za jego plecami stoi Moody z wykrzywioną w grymasie twarzą. 

3, 2, 1 ....  Puchon się odwrócił, wrzasnął jak przerażony kurczak i podskoczył w miejscu. 

Draco się zaśmiewał a i ja miałam ubaw. jednak to Moody bawił się najbardziej z miny chłopaka. 
- wyglądasz gorzej niż dementor po spraniu. nauczyciel nie mógł powstrzymać charczącego śmiechu.

wyobraziłam sobie takiego dementora wychodzącego z pralki i patrzącego w lustrze na swoje, teraz już po praniu, białe oblicze.

zostawiłam Puchona ze śmiechem i podeszłam do filaru.
- sprany dementor ... - przejechałam językiem po kłach. - dobre.
- mamy lekcje Księżniczko. przypomniał mi tonem profesjonalnej sekretarki Draco.
- nie gorączkuj się Książę. - odparłam na luzie. - mamy czas.
- minu...  przerwał mu dzwonek na lekcje. - już nic.
- leć. ja - rozłożyłąm skrzydła. - mam inny pogląd na tłumy na korytarzach.

wyleciałam i w minutę bębniłam lekko w okno w sali od Transmutacji.
McGonnagall rozglądała się po klasie w poszukiwaniu mojej osoby.

trudno.
metoda niekonwencjonalna.

Draco pokazał jej okno a ja z torbą sobie lewitowałam na skrzydłach w miejscu.

mentorka Gryffindoru podskoczyła i szybko otworzyła szybę z witrażem wpuszczając mnie do klasy.
okazało się że lekcja jest integracyjna tj. są z nami osoby i z Dumstrangu i z Pobbatoun.

przeszłam przez parapet i usiadłam w swoim miejscu w ławce obok Draco.

spóźniony wszedł również Krum.
zobaczył że lekko się uśmiechnęłam na uwagę Dracona o minie tego Puchona.
prychnął i przechodząc pstryknął mnie w ramię podając mi różę z "czarującym" uśmiechem.
- świetnie śpiewasz. tańczysz też niczego sobie. rzucił cicho.

Dumstrandczycy zrobili "uuu" a dziewczyny, łącznie z w którejśtam części wilami z Pobbatoun poczerwieniały z zazdrości.

spojrzałam obojętnie na kwiat.

poza dziewczynami Draco również się denerwował jednak nie chciał tego okazywać.
i owszem nie było to widoczne dla Ślizgonów Gryffonó czy gości.
ale ja widziałam że wręcz kipi ze złości.

zaborczy i zazdrosny jak cholera.
i jak tu nie kochać takiego zazdrośnika ?

delikatnie pogładziłam go po ramieniu.
niby w geście pocieszenia.
jednak był to ostateczny test.
pod palcami poczułam napięte mięśnie.
zły.

spojrzał mi wymownie w oczy.
- jak chcesz lepiej grać przykładaj się do teorii i strategii. podpowiedziałam mu.
- dziękuję za radę pani kapitan.  odparł Draci rozumiejąc przesłanie.

potem już słuchałam lekcji.
no dobra. starałam się.

materiał znałam.
jak na złość rok wcześniej Snape wałkował mi i inne tematy z innych przedmiotów choć i tak największy nacisk kładł na Eliksiry.  
tak więc byłam gotowa na rok czwarty nauki.
a teraz jeszcze wuj wymyślił sobie robienie naprzód.
a że nie mogłam spać to czytałam po nocach podręczniki, robiłam referaty,  no i wyszło że w te góra dwa miesiące przerobiłam ze cztery materiału na rok ten i przyszły.


tak więc rysowałam pieczęcie na ławce na Energię,  ( o czym McGonnagall nie wiedziała )  i wymyślałam nowe formułki.  ( o czym McGonnagall nie wiedziała )  jedną z nich aktywowałam niewielkim ładunkiem Energii i powstał dość spory huk i wąż wystrzelił w górę aż pod sam sufit  ( o czym McGonnagall niestety się dowiedziała ) .     oczywiście z lekkim zażenowaniem dezaktywowałam pieczęć.
- panno Potter. - zaczęła chłodno mentorka Gryffonów.  to mi się oberwie.  pomyślałąm. - jest to niezwykła forma Transformacji Energi, czy Energetycznej.  - siedziałam z jedyną możliwą myślą  " what the hell is going on ?  powinnam dostać ujemne, kozę czy jakieś prace. "   - dlatego proszę o zaprezentowanie tego na większym formacie dzisiaj wieczorem na ognisku dla reprezentantów. - "what, what, what ?"  przemknęło mi przez głowę. - chyba że wolisz ujemne.
- zaprezentuję. - odparłam błyskawicznie. - mogę im zrobić wykład o tego typu Transmutacji. - zaoferowałam się na co McGonnagall klasnęła w dłonie. - jeżeli chce pani.
- oczywiście. zgodziła się.

no to jestem w d
   drzwiach do najgorszego dnia w życiu.

wyszłąm z klasy i odetchnęłam.
Draco spojrzał na mnie wymownie.

no to szykuje się rozmowa.

przeszliśmy na jakiś wypłoszony z ludzi korytarz na Trzecim Piętrze.

- lekcja ? ognisko ? tylko dla reprezentantów ? - nie podobało się to Draconowi. - lekcję przeżyję bo sam wiele się nauczę. ale na ognisku ?
- Draaci. - spojrzałam mu łagodnie w oczy. - pamiętaj że cię kocham. - lekko się rozluźnił. - poza tym Krum to Łowca. przy okazji o nas wie. jak będzie skakał. - pokazałam mu srebrny pazurek. - nie skończy się tylko na ranie szarpanej. - Draci się uśmiechnął usatysfakcjonowany z zapewnienia. - po trzecie. - zbliżyłam się do niego. - mrr lubię kiedy jesteś tak troszkę zazdrosny. - dotknęłam ponownie jego ramienia. - nie wiesz ile dla mnie znaczy takie twoje denerwowanie się. - pogładziłam go po policzku. - widzę że jestem dla ciebie ważna skoro się pultasz. - pocałowałąm go w policzek. - złośniku. - przytuliłam się. - i nawet choćbyś mnie od siebie nie puszczał to i tak byś został kochany.
- to nie jest taki zły pomysł ...  zażartował Draco zacieśniając uścisk.
- sarkasta i złośliwiec. - zadrwiłam i ponownie pocałowałam go w policzek. - ale i tak mój.
- bo zacznę mówić do ciebie per "malutka".  zagroził perfidnie Draci kiedy odsunęłam się na krok.
- tylko spróbuj. - odparłam przekornie. - za każde "mała" czy "malutka" pstryknę cię w ucho.
- no dawaj. malutka. - pstryknęłam go w ucho. - eej. - złapał mnie za nadgarstek. - nieładnie.
- mówiłam. odpowiedziałam mu złośliwie.
- a ja ci powiem to. - przyciągnął mnie do siebie. - nieładnie Księżniczko. - spojrzał mi w oczy. jednak chyba zabrakło mu odwagi.  sama go pocałowałam. "uczeń przerósł mentora" to właśnie teraz miało miejsce. cóż ...  ale w każdym eksperymencie muszą się pojawić dwa nowe czynniki prawda.  dlatego lekko trzymałam jego szatę i troszkę nią sobie pociągałam. - leć już. bo spóźnisz się na ognisko.  odsunął mnie.
- nadal masz mi za złe udział w Czarze ? spytałam.
- nie. już nie.  na początku miałem ale przywykłem do myśli że startujesz. odparł wciskając ręce do kieszeni.
- ej. - podniosłam mu brodę. - wygram. obiecuję. - patrzyłąm mu pewnie w oczy. jego błękitne tęczówki chyba szukały niepewności.  nie znalazły jej. - do zobaczenia.- pożegnałam go buziakiem w policzek i lekkim uśmieszkiem. - Książę.
- Księżniczko.  odparł Draco i kiedy opuściłam korytarz usłyszałam że opiera się o ścianę.

ciężko jest grać na zasadach szkoły jeżeli chodzi o uczucia.
jeszcze ciężej jeżeli dochodzą do tego komplikacje.

moje siedziały przy ognisku niedaleko chatki Hagrida.
i teraz komplikacje śmiały się, rozmawiały i integrowały się między szkołami.

przyszłam na boisko i zapadła cisza.
zauważyli mnie jako cichą, szybko poruszającą się, ciemną i prawie nierozróżniającą się z wieczornym niebem postać.

wiedziałam że obecność takiego a nie innego typu Maga wzbudza grozę i napięcie, jak i powoduje zamieranie rozmów.  szczególnie jak Mag ma Absolutne Mistrzostwo i na dodatek jest półwampirem.

tak więc popsułam im atmosferę.
ale wynagrodziłam to ułożeniem pieczęci z kamieni na Energię którą wymyśliłam i znowu zużyłam niewiele tego żywiołu.
pieczęć znowu syknęła i wystrzelił z niej świetlisty wąż.

Krumowi opadła szczęka, tak samo Snape'owi, Dumbledorowi, Moody'emu , Kharakowowi i Madamme Maksine oraz pozostałym uczestnikom Czary ( by the way : co tu u licha robili dyrektorz i Moody ? )
usiadłam na ściółce i spojrzałam w ognisko. 

jak na komendę wróciły wszelkie rozmowy jak gdyby nic się nie stało.

pierwszy odezwał się do mnie Krum. - jak ty to robisz ? spytał.
- po ludzku. - odpowiedziałam chłodno. - obawiam się że Las może mnie wezwać.
- nie wezwie. - wycharczał Moody popijając coś ze swojej flaszki. - wszystko czeka tam na młodych i apetycznych uczestników Czary. aż któreś z was zrobi niewłaściwy krok. wtedy osaczą go jak sępy i pożrą żywcem.
- zero litości. - mruknęłam zasadę ojca. - fajnie się zapowiada nie ma co.
- śmiej się śmiej Ignis. - ciągnął Moody. - Łowcę zabiją ostatniego. kiedy już osobę która z nim zapaktuje rozerwą na jego oczach.
- nie strasz dzieci Moody. - skarciła go McGonnagall która również byłą obecna. - to było  wpierwszych latach Czary.
- sama słyszałaś odgrażanie się bestii że wrócą do korzeni. - uciszył ją Moody. - dlatego szykujcie się na jatkę i nie ufajcie nikomu. nawet rodzonemu bratu czy siostrze. - nauczyciel ostro spojrzał na mnie i Harry'ego. - nikomu.

zobaczymy ...
odgroziłam się mu w myślach.

Harry spojrzał na mnie i wiedziałam że my sobie będziemy ufać bez względu na wszystko. 

Draco ... 
spojrzałam w górę i widziałam w rozgwieżdżonym niebie błękit jego oczu. 
Draci ... Książę obiecuję ci że wygram, że przeżyję, że on w końcu się dowie.  obiecałam mu i sobie.

Harry zobaczył moje wręcz rozmarzenie.
- co jest siostra ? spytał siadając obok mnie i, jak to miał  zwyczaju,  objął mnie ramieniem.
- nic. - odpowiedziałam wymijająco. - po prostu ... myślę.
- a można wiedzieć nad czym ? ciągnął Harry patrząc na mnie spod okularów.
- nad ... nad niczym w sumie. - zdziwiło go to. zawsze jak to się mówiło "miałam wybujałą wyobraźnię". a teraz przeskok do myślenia o niczym go mógł trochę zmartwić.  - czasami dobrze jest się wyłączyć.-brat spojrzał na mnie stroskany. - dobra. tęsknię do Kastiela. zadowolony ?
- i tak i nie. - odpowiedział mi. - ale ...
- sugerujesz że może kogoś mieć ? - uniosłam brwi. brat pokiwał głową twierdząco. - nie. Kasti taki nie jest.
- ja nie wiem. i się nie mieszam.  odstąpił od tematu Harry.
- a co u Ginny ? zmieniłam tok rozmowy.
Harry zamilkł, lekko się zawstydził i poprawił okulary.  oznaczało to że mój brat się denerwuje i nie wie co powiedzieć.
- no ... no dobrze ...  bąknął speszony.
- podoba ci się ? drążyłam.
- no ...  - zająknął się. - no chyba tak ...
- ooo - przytuliłam się do brata. - braciszek się zakochał. braciszek się zakochał.
- a ty w Kastielu. - wytknął mi. - a ja ci tego nie wypominam.  odburknął zły Harry.
- no wiem. - przytuliłam brata. - bo ja jestem wredna.
- widać. - burknął żartem. - dobra żeby nie było. - zaczął złośliwie Harry. - jak tam z Kastielem ?
- dobrze. nie pisze do mnie często bo ma masę nauki. - odparłam. - ale i tak jest kochany.

Harry już nie wracał do tematu.


zasady Czary były banalne.
nie ufaj nikomu,
zero litości.

ich poznanie nie było dla mnie nowością,
tak samo jak powiedzenie mi że kłamstwo kiedyś wyjdzie na jaw,
no i oczywiście fakt że muszę uważać żeby nie pokazać komuś że jestem z Draco.






























niedziela, 8 grudnia 2013

Rok IV Rozdział VI I Co Jeszcze .... Podrozdział I Potter !!!

Cz. I   Niechciany Gość 

od akcji Dracona z zazdrością minęło trochę czasu. 
normalna rutyna do nas wróciła. 

no może prawie ... 
od kilku dni nie miałam co "jeść". 
mięsa jak na złość w posiłkach nie było. 
lizaków brak zarejestrowałam już poprzedniego dnia. 
o krwi w krwi nie wspominając. 

tegoż dnia na przerwie dostałam drobną kwadratową karteczkę. 

" korytarz. czekam "

przeszłam w tłumie Krukonów ( na szczęście mieliśmy z nimi dzielone lekcje cały dzień ) 
pod filar do Draco. 

Harry'ego się nie spodziewał. 
miał na drugim końcu szkoły. 

- widzę że poczta pantoflowa działa. zaczął złośliwie. 
- daruj sobie i mów o co chodzi. odparłam. 
- a no o ... - chciał mnie pocałować w policzek. i to zrobił.  wywróciło mi żołądkiem.  był puściutki.  - to. 
ukryłam drżenie dłoni i odruch wysunięcia kłów. 
- em Draco to nie jest zbyt ... - przeszedł zbłąkany mugolak.  nie wytrzymałam. - papu ... odwróciłam się w jego stronę. 

* Draco * 

widziałem coś czego Ignis nigdy by mi nie chciała pokazać. 

przechodził Gryffon. 
młodzik z pierwszego roku. 
szlama. 

Ignis wysunęłą kły i błyskawicznie rzuciła się w jego stronę odtrącając mnie na bok. 

jej paznokcie się wydłużyły i przybrały srebrną barwę jakby były z metalu. 

na szczęście dla szlamy zdążono ją złapać zanim go przegryzła w pół. 
ale i tak się szarpała i rzucała w jego stronę. 

przerażony pierwszak uciekł. 
a Krum, któy to ją zatrzymał siłował się z Ignis. 

stałęm wryty w ziemię. 
ona ... 
ona nigdy by nikogo nie skrzywdziła. 
no chyba że ktoś zalazł jej za skórę. 

ale tamten był niczemu winny. 
tylko przeszedł. 

Snape widząc sytuację w sekundę stał obok. 
- Ignis. zaczął chłodno ale widziałem trzęsącą się fiokę.
Igni bez słowa ją wyrwała i opróżniła. 
i kolejnych z 10 skończyło tak samo. 

potem usnęła. 
Krum przerzucił ją przez ramię jak marionetkę i zaniósł do pokoju wspólnego. 
oczywiście nie mogło mnie tam przy niej nie być więc poszedłem za nimi. 

położył ją i przykrył. 
obejrzał się na ramię munduru. 
czerwona szarpana rana. 

chociaż tyle dobrego. odechce mu się zalotów do Ignis.  pomyślałem. 

Igni obudziła się po godzinie. 
z zimnym okładem na czole. 
- cholera jasna ... - rozejrzała się. - co się stało ? 
- em ... jakby ci to ... - zacząłem.  powiodła wzrokiem w stronę czyszczącego ranę Kruma. - o to. chciałaś zabić jeszcze jakiegoś pierwszoroczniaka z Gryffindoru. 
- to przez ten głód. ... - opadła na poduszki. - ale do cholery czemu Rada nie wysłała mi ani kropli ? 
- Ignis ... - podjąłem ważniejszy temat. - dyrektor teraz pisze do Rady. nie mógł nie opowiedzieć im tej sytuacji i jutro pojawi się ktoś od nich żeby cię kontrolować. dostaniesz drugiego takiego ataku to ... - zawiesiłem głos.  nie wiedziałem czy warto ją straszyć czy też nie. - to możesz wylecieć. z powodu braku bezpieczeństwa. 
- gdzie jest ten młodzik ? spytała. 
- na lekcjach. - wskazałem drzwi. podniosła się i w drodze jeszcze wypiła kolejne pół litra które wyciekło z rany Kruma kiedy ją czyścił. - powodzenia. 
- oby.  odparła. 


teraz ja usiadłem w fotelu. 
musiałem to sobie przetłumaczyć. 

skoro tak zareagowała na szlamę kiedy straciła kontrolę ... 
to ja ... 
miałbym gorszy problem. 

oczywiście nie wspomniałem jej o tym że dyro napisał również do mojego ojca żeby ogarnął sprawę. 
a on jeszcze godzinę temu mi odpisał że, cytuję : "powinienem przemyśleć czy chcę narażać życie dla gwiazdki która może zdobyć sobie każdego."

może miał rację ... 

* Ignis * 

łeb mnie naparzał tak jakbym siedziała przez miesiąc w głównym bębnie perkusji wkurzonego Spade'a. 

nie czułam głodu a wstyd. 
jak mogłam ... 

ale z dwojga złego lepiej że nic tamtemu się nie stało dzięki interwencji Kruma niż gdybym miała pozbawić Dracona choćby mililitra. 

podeszłam do grupki pierwszoroczniaków z Gryffindoru. 
rozpoznałam niedoszłą ofiarę a pech chciał że czerwień oczu byłą widoczna. 

- możemy pogadać ? - spytałam wystraszonego młodzika. nie wiedział co odpowiedzieć. - posłuchaj mnie spokojnie. dobrze ? - pokiwał głową wystrachany. - przepraszam. naprawdę cię przepraszam. - zaczęłam cicho.  przyznawanie się do błędów piekło mnie jak kilkudniowe oparzenia wrzucone do gorącej wody - mogę tylko dziękować reakcji mojego przyjaciela że nic ci się nie stało. - ciągnęłam ze spuszczoną głową. - nie wiem co się stało że chciałam cię zaatakować. - kontynuowałam. - przepraszam. - powtórzyłam. - mam nadzieję że kiedyś o tym zapomnisz.  powiedziałam na odchodnym. 

wróciłam do dormitorium. 
na lekcje nie miałam siły. 

Krum przywitał mnie znad munduru bez rękawów, kółka fanek, i czystej rany. 
- no Ignis nieźle mnie poszarpałaś. zaczął. 
- przepraszam. -bąknęłam cicho. - nie będę ci robić peanów tak jak temu małemu którego chciałam zaatakować. dlatego bądź tak łaskawy i oszczędź. 
- spokojnie nie mam ci tego za złe. - odpowiedział przygarniając mnie pod dopiero co zszyte ramię. - nie każdy ma okazję siłować się z półwampirem. poza tym. - pokazał szew. - nic wielkiego. 
- a teraz przepraszam idę się położyć bo czuję się gorzej niż ty po największej imprezie. odparłam i poszłam na górę. 

rzuciłam spojrzenie w stronę Draco. 
unikał kontaktu wzrokowego. 

następnego dnia obudziłam się o 12 rano. 
za to z dołu słyszałam radosny okrzyk. 
- Potter ! - powiedzcie mi że to koszmar.  powiedzcie !!!!  - to ja !! - wparował do pokoju dziewczyn i zastał mnie pod kołdrą i poduszką na głowie. - koniec maskarady skarbie. - odsunął materiał. - to mnie Rada przysłała do twojego przypadku. 
- idź sobie. - odparłam chłodno. - nie chcę cię widzieć. nie chcę cię słyszeć. zniknij.
- niestety nie. - uśmiechnął się. - oj no nawet buziaka na przywitanie nie dostanę ? spytał mając swoją gębę milimetry od mojej twarzy. 
- po pierwsze. - odsunęłam go. - zabiłam byłego mentora. mogę zrobić to i z tobą. - nie przejął się groźbą którą byłabym w stanie spełnić. - po drugie won stąd. - kolejny raz mnie olał. - po trzecie nie "skarbie","kochanie" czy "Igni" mam tego dość i nie chcę słyszeć. jasne ? 
teraz się obruszył. 
- ale czemu ? - spytał "zraniony" - przyjechałem na tydzień kontrolować moją słodziutką. - pokazałam mu zilustrowany odruch wymiotny. - oj nie bocz się o tamto. - próbował załagodzić dawny ból. - zabiłem ją i każdą inną z którą flirtowałem choć raz. 
- aha czyli każda osoba płci żeńskiej w Mieście jest martwa. odparłam. 
- ty i to twoje poczucie humoru. - odpowiedział mi niezrażony. - jestem tu tydzień. tylko tydzień niestety. serce mi się kraja jak pomyślę jak krótki czas mam tu spędzić.
- a mi wręcz przeciwnie. - odparłam jednak Aleksander zdawał się wcale mnie nie słuchać. - wyjaśnijmy sobie coś. - spojrzał mi w oczy z nadzieją. - mam kogoś.
złapał z trudem oddech. - jak ... jak to ? - spytał zaskoczony. - ale .... - zbliżył się. - ale ja cię kocham.
- a ja ciebie nienawidzę. odpowiedziałam na to z uśmiechem.
- ale ... - spojrzał mi przymilnie w oczy.  widziałam zapalający się zielony ognik.  o nie ... hipnozą mnie nie weźmiesz. - ale ...
- nie licz na to paskudo. - cóż .... chyba mogłabym mu urągać w kółko i przytaczać najgorsze wyzwiska ale on i tak czytałby je jako "kochanie" czy "skarbie".  - nie działa na mnie hipnoza.
- ale masz śliczne oczy .. Aleksander zbliżał się do mnie. 
jednak dostał policzek. 
- dwie sprawy : pierwsza odsuń się, druga : daj mi spać. 
- dobrze Igni. Aleksander odsunął się i wyszedł.
^ Draco chodź tu na górę skarbie ^ poprosiłam Dracona. 
pojawił się i podszedł do mnie.
- o co chodzi ? spytał widząc mnie leżącą.
- chodź tu do mnie. - uśmiechnął się do mnie. zbliżył się i pocałował mnie pochylając się. - wygodniej byłoby ci gdybyś leżał. - położył się kiedy pociągnęłam go za krawat. i z lekkim śmiechem mnie pocałował.  wpadł do pokoju Aleksander i patrzył na nas zaskoczony. pogłąskałąm Dracona po włosach. odsunął się. - dziękuję.
- może i jesteś niebezpieczna dla otoczenia Księżniczko ale obiecaj mi że mnie nie pogryziesz. - zaczął Draci. - a jako karę za napaść wyznaczam ci tydzień bez pocałunków. tylko te w policzek.
- bez ust ? spytałam próbując rozegrać to na słodką minkę.
- jesteś śliczna jak się starasz ale nie. - zaprzeczył mi rozbawiony Dracon. - bez ust. tylko policzek. 
- ale zamiennik ? drążyłam temat.
- bez zamiennika. - odpowiedział mi złośliwie. - muszę mieć pewność że będę bezpieczny.
podałam mu z buta srebrny długi nóż. - masz. - zdziwił się. - srebro. najczystsze i najtwardsze. jedynie ono może mnie poranić. jak stwierdzisz że czujesz się osaczony pomachaj mi tym przed nosem i przypomnij mi co ci obiecywałam.
- obiecujesz mnie nie gryźć ?
- przysięgam Draco. - spojrzałam mu pewnie w oczy - chyba że sam rozetniesz sobie języczek o mój kieł.
- wierzę. - pocałował mnie w policzek. - skarbie.
- przestań. - odpowiedziałam zmieszana. - nie jestem nim.
przytulił mnie ciasno do siebie. - jesteś. - odparł. - Księżniczko.
- nie. - pocałował mnie w szyję. - och jesteś wredotą Draco.
- ale chyba kochaną wredotą co ? spytał mnie złośliwie.
- oj kochaną to mało powiedziane. - poczochrałam go. - idź już. muszę w końcu wstać.
- dobrze. - pocałował mnie w policzek na koniec. - czekam na lekcjach.
- będę. odparłam.

Aleksander jednak miotnął Draconem do tyłu.
- wiesz Igni myślałem że nie umówisz się z jakimś śmiertelnym. - prychnął. - wiem żę paskudnie cię potraktowałem, że byłaś zrozpaczona ale nie myślałem że aż tak by randkować z jakimś ulicznym magikiem-iluzjonistą.
- nie obrażaj go. - warknęłam. - nie jest iluzjonistą to raz. - byłam wściekła. nie było po co tego ukrywać. dłonie lekko przyoblekły się ogniem. - dwa jeżeli obrazisz osobę którą kocham to spotka cię taki sam los jaki spotkał Bonesa.
- nie żartuje. - potwierdził Draco.  niech ma przyjemność. - szepnę jej jedno słówko i po tobie.
- mrr nie chcę mieć kłopotów Draci. - uśmiechnęłam się niewinnie. - ale szepnij.
- jeszcze nie teraz. - pogłaskał mnie po karku. - ale może. - przyległam plecami do jego torsu. - nieładnie się tak kleić Igni.
- chyba pozwolisz mi trochę popsocić. - pocałowałam Dracona w policzek. - zostaję wegetarianką.
- nie zniesiesz diety na samym mięsie. - prychnął Aleksander. - musisz mieć krew. zostałaś przeszkolona specjalnie po to by nie martwić się o ilość krwi. nie zniesiesz głodu.
- dla mojego Księcia. - spojrzałam w oczy Draco. - zniosę.
- poświęcisz dla mnie krew ? zdziwił się Draci.
- oczywiście. - odpowiedziałam bez wahania. - jeżeli będziesz chciał.
- no ... czułbym się bezpieczniej ale ... ale nie musisz tego robić. pocałowałam go w policzek.
- kochany jesteś. - zaczęłam. - ale teraz już idź. - Aleksander spojrzał groźnie na Draco kiedy odchodził. - spróbuj go tknąć a zabiję. syknęłam wkurzona.

byłam ogarnięta i spakowana na lekcje.
jednak Aleksander bezczelnie złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. - pójdziesz na lekcje jak ci pozwolę.
- nie zabronisz mi tego. odparłam.
- oj zdziwisz się. - uśmiechnął się. - nie mam wstępu na lekcje. a mam mieć cię na oku. a nie puszczę cię od siebie. - odpowiedział zuchwale. - poza tym. - pomachał mi przed oczami czymś ...   no nie zabijcie mnie ... kaganiec. - piesek musi mieć kaganiec żeby nie gryźć.
- żartujesz sobie ze mnie ? spytałam rozbawiona.
- nie. - próbował mi go założyć. koniec końćów mnie załapał i wcisnął mi to na twarz. - słodko wyglądasz.
- spierdalaj. rzuciłam cicho.

jednak nie chciałam dać mu satysfakcji z upokorzenia.
odkąd przyjechał wywoływał we mnie wstręt.
ale ... chyba lepiej dla mnie żebym była "milutka" i żeby myślał o tym "że jest lubiany".
i kij z tym ...

zniosłam to dumnie.
wyszłam z podniesioną głową i udawałam że nic mi nie jest.
Ślizgoni i reszta domów patrzyła na mnie dziwnie.
ale nie robiłam sobie z tego zbyt wielkiej katastrofy.

za to Draco był oburzony.
przy pierwszej przerwie zerwał ze mnie kaganiec.
- co to ma znaczyć ? - spytał zdenerwowany. - to jego pomysł. prawda ?
pokiwałam głową. - i kij z tym. - zaciągnęłam Dracona do pierwszego kąta poza zasięgiem wzroku uczniów. - daj mi tu policzek. - ustawił się bokiem do mnie. kątem oka obserwował bacznie co się dzieje. pogładziłam skórę.  cholernie gładka.  idealna, lekko blada.   - jak ty to robisz że pomimo tylu dni w szkole i zera opieki nad tą cerą jesteś nadal idealny ? - znowu nakreśliłam palcem linię.  - teraz się odwdzięczę za kaganiec. - pocałowałam go w policzek. i kij z tym że zastosowałam zamiennik. był mój. - proszę.
- Ignis Ignis ... co ja z tobą mam.  - westchnął udając żal.  wysuszył skórę. - idź już. i mu wygarnij.
- em ... Draco ... - zaczęłam cicho. - no właśnie tu jest ten problem. - odetchnął zrezygnowany. - można wykorzystać to jego zakochanie, prawda ? jest ślepy na to co mu o nim powiem. odbiera to jako "kochanie". choćbym nie wiem jak go wyzywała. - zdziwił się ale pojawił się w jego oku błysk. - no więc ... - wiedział co mam na myśli. - nie będę się z nim całować. obiecuję. - uspokoił się. - chcę jedynie żebyś mi się zbytnio nie denerwował. dobrze ?
- obiecujesz ? dopytywał się.
no ja też bym się dopytywała gdybym miała go "pożyczyć" więc go rozumiałam.
- obiecuję. spojrzałam mu w oczy.
wiedział ze nie umiem go w ten sposób okłamać.
- ech ... - westchnął wkładając obrażone dłonie do kieszeni spodni. - leć już.
- ej to nie jest tak że chcę cię zostawić. - patrzyłam w jego błękitno-szare tęczówki. - nie jest tak. po prostu ... to będzie najmniej bolesne dla ciebie załatwienie sprawy. on jest w stanie cię zabić. dlatego - pogłaskałam go po napiętym z nerwów ramieniu. - nie chcę tego tak rozgrywać ale muszę.  dla twojego dobra.
- nie chcę żebyś to tak rozwiązywała. - odparł. - chcę żebyś go spacyfikowała i żeby na twoich zasadach on jadł ci z ręki.
racja.
to on tu jeste intruzem.
to ja ustalę mu zasady.
- racja. - odpowiedziałam Draconowi. - to ja mu ustalę warunki. - obudził się we mnie dawno nie widziany bunt.  spaliłam kaganiec. - nie jestem psem na smyczy.
- no i to jest Igni jaką kocham.  uśmiechnął się.
- Książę - pocałowałam go w policzek - idź bo się spóźnisz. - zdziwił się - nie puszcza mnie na lekcje - zrobił minę typu "i co z tego ?" - idziemy. Draco po tym zdaniu poczuł się usatysfakcjonowany.
zabrał mnie za rękę pod salę. 
Snape spojrzał na mnie i dorabiał mi kolejne zadania za karę, ale że uwijałam się ze wszystkim dostaliśmy dodatkowe punkty dla Slytherinu.

Aleksander stał cały czas przed salą i podsłuchiwał.
a ja siedziałam przy Draconie i czytał mi przez ramię moje notatki.
i to była świetna lekcja

jednak wyszłam na korytarz i dostałam rękę na policzku.
odwróciłam się ze wstrętem i spojrzałam mu z wyrzutem w oczy.
nienawidziłam Aleksandra.

- czemu jesteś taka zła skarbie ? spytał z wyrzutem.
- bo tu jesteś.- odpowiedziałam. - masz mi nie przeszkadzać.
- ale nie przeszkadzam. - żachnął się. - jestem.
- ale ja cię tu nie chcę. - odparłam. - masz mi się nie narzucać bo skończysz jak Bones. albo i gorzej. - spojrzał na mnie zaskoczony. - tak, tak dobrze słyszałeś Aleksandrze. dostaniesz ode mnie męki. za jedno jedyne źle powiedziane słowo. - patrzyłam mu spokojnie i chłodno w oczy. wampir szukał zaczepki na "czułe słówko" jednak widząc moje oczy a za mną Dracona spoważniał. - dlatego radzę ci uważać.  zakończyłam wypowiedź.

Draco spojrzał mi pewnie w oczy.
był dumny z mojego buntu.
po raz pierwszy z buntu.

uśmiechnęłam się do niego słabo.
był kochany.

przeszłam razem z nim na quidditcha.
taaa ...
trening.
nareszcie.

przebrałam się w szaty.
potem przeszliśmy na boisko.

dosiadłam miotły i wzbiłam się w powietrze./

- Potter ! - wrzasnął Draco z miotły. był metr nade mną. - uwaga na głowy. - zrzucił jajko. - miłej zabawy.
wyminęłam jajko i zrzuciłam je na głowę Aleksandra. a niech wie co o nim myślę.
wampir nawet się nie bronił.

przez drużynę przeszłą salwa śmiechu.
wszyscy Ślizgoni i uczniowie na trawie oglądający trening śmiali się z jego wyrazu twarzy.
oniemiała powaga.

spojrzałam na niego z uśmiechem.
rozeźlił się.

uwielbiałam wkurzać ludzi.
szczególnie jeżeli miał być to Aleksander Lancaster.

- i co Lancaster ?! - wrzasnęłam z góry. - jak tam jajko ?! smaczne ?!
Draco zawtórował mi śmiechem. - no, no, no  Ignis nie tak ostro. jajko było dla ciebie.
- no nie, no. nie bądźmy tak chamscy Draco. - odpowiedziałam. - nie marnujmy na tego idiotę jajek. zaśmiałam się.

niech Aleksander wie że jestem wredna.

a było to pretekstem do wytłumaczenia wspólnego języka z Draco.
chociaż ...
wiemy że było to coś innego.

Aleksander patrzył na mnie jak niepyszny.
był wkurzony, zdezorientowany, zawstydzony, rozżalony i przygnębiony.

po treningu wparował do szatni.
- ty - pokazał palcem na półnagiego Draco.  chociaż wiedziałam że krępuje go mój wzrok ale nie mogłam się na niego nie patrzeć. - ty ...  myślisz że to - rzucił surowym jajkiem mu pod nogi. - było zabawne ? - Aleksander gdyby mógł byłby czerwony ze złości. za to ja zachichotałam. - czemu się śmiejesz skarbie ? - spojrzał udając smutek. - zostałem upokorzony. wysłannik Rady, więc i jej członek.  a co robi Rada z takimi żartownisiami ? - spojrzał wkurzony w oczy Draciego. - zabija. - wysunął nóż i już chciał natrzeć ale go zasłoniłam. - nie chroń go Igni. i tak go ukarzę. nie chcę żebyś się zachlapała tą brudną krwią.
- on nie ma brudnej krwi. - zaprzeczyłam wkurzona. wywęszyłąm coś.  ALeksander był z gatunku Bonesa. wyczułam to.  na początku naszej znajomości tego nie wyczułam ale teraz.  - za to ty tu jesteś kundlem. - zdziwił się jakby nie chodziło o niego. - śmierdzisz.  ukrywasz to przed Radą. choć go popchnij a powiem Radzie o twoim "malutkim" sekrecie. i się sypnie.  bo mogą cię zabić jeżeli tylko dostaną dowód zranienia prawdziwego członka Rady. - wampir stojący z nożem w ręku teraz go wypuścił, lekko rozchylił usta i zdębiał.  - tak, tak. mam ciebie dość. kiwnę palcem, wyślę list, i po tobie.  i wiedz że jeżeli będzie na ciebie wyrok to postaram się żebym to ja cię zabiła. - wystraszył się.  wiedziałam dlaczego.  widziałam wyostrzone rysy a oczy zaszły ciemną, wręcz ciężką, szmaragdową zielenią. - więc się pilnuj ALeksandrze Lancaster i nie wchodź mi w drogę.
- dobrze Ignis.  spuścił głowę, bąknął "przepraszam" czy coś w tym stylu w stronę Draco i wyszedł.

reszta drużyny wiedziała o mojej i Dracona tajemnicy.
przytulił mnie i krótko, ale zawsze prawda,   mnie pocałował świętując to małe zwycięstwo.
- leć już słodko. - przejęzyczył się.  ale jak na Draciego przystało błąd dodał mu uroku. - masz się nie spóźnić.
- jeszcze jest tu trzy dni.  a my mamy jeszcze dwa treningi. -uśmiechnął się mimo woli. - wiesz co to znaczy, prawda ?
- wiem.  naszykuję coś specjalnego.  odpowiedział mi blondyn.
- mam nadzieję że i na pożegnanie zgotujemy mu rozczarowanie. - puściłam "oczko" do łobuzerskiego Ślizgona i opuściłam szatnię.  jednak zatrzymałam się w progu. - chłopaki jak któyś wygada oddaje mi pół litra i to KAŻDY. i guzik mnie obchodzi zakaz picia czystej krwi bo taki zapas wystarczy mi na .... - szybko przeliczyłam. - na jakieś 100 lat.
- nie mamy zamiaru. - odpowiedział za wszystkich Markus. - trzeba słuchać się pani kapitan. poza tym. nikt nie chcę mieć cię wściekłej na karku.
- świetnie.  następny trening pojutrze. weekend macie w miarę wolny bo musimy omówić taktykę.
- tak jest panie kapitanie.  odpowiedzieli mi zgodnie.

wyszłam a zaraz za mną Draco, wiernie jak pies.
krok w krok.

cieszyło mnie to.

wchodząc do szkoły otworzył mi drzwi i mnie w nich przepuścił.
- pani kapitan ma pierwszeństwo. - uśmiechnął się. - a właśnie. kiedy trening żywiołów ? spytał zainteresowany Draco.
oh fuck ...  zapomniałam.
- oj Draco zapomniałam. - pacnęłam się w czoło. - przepraszam. nadrobisz te zaległości. - zapewniłam go z uśmiechem. - zacznijmy po wyjeździe tego dupka Aleksandra, dobrze ?
- z wielką chęcią. odpowiedział mi uśmiechnięty z tym złośliwym błyskiem w oku.
- coś knujesz. - odparłam ciekawsko. - i podoba mi się ta złośliwość.
- cieszę się.  odparł tajemniczo.

no ale długo sobie nie podogryzaliśmy.
nadszedł Harry.

- proszę, kogo widzę. Potter. - zaczął złośliwie Draco. - co nie ma już lekcji dla takich niedorajdów jak ty ?
- ej. - skarciłam go. spojrzał w ziemię. - macie mi się uspokoić jeden z drugim. Malfoy bo wylecisz z drużyny. a tego byś chyba nie chciał, co ?
- nie, pani kapitan.  odparł cicho.
Harry poczuł się pewniej. - no widzę że jednak moja siostra ma cię w szachu nie tylko ze względu na twoją opinię na jej temat. odparł zaczepnie.
- Harry. - spojrzałam na brata. - daruj sobie zaczepki. macie się nie żreć. i ja tego dopilnuję choćbym miała się rozdwoić.
- dwie Ignis to za dużo. a co za dużo to niezdrowo Księżniczko.  zasugerował Draco.
- prosiłam o komentarz ? - zwróciłam się w stronę Draciego.  nie chciałam go tak traktować ale dopóki Harry będzie stał jak ten kiep i się nie ruszy to musiałam. - nie. no właśnie. omijajcie się. zamek jest wielki. dacie radę sobie nie wchodzić w paradę choć w jednym dniu ?
- jeżeli Księżniczka poczęstuje mnie ... zaczął Draci.
- nie da ci buziaka Malfoy. nie łudź się. prychnął Harry przerywając mu.
- jeżeli Księżniczka poczęstuje mnie lukrecjami. z wielką chęcią. skończył Dracon nie zwracając uwagi na "błyskotliwą" uwagę mojego brata.
- masz u mnie całą wiązkę jeżeli choć raz dacie moim uszom odpocząć.
- prezent na święta już masz zapewniony.  - podobnie jak Krum, pocałował mnie w dłoń w wyrazie szczerości i odszedł na krok. - na mnie już czas Potter. - rzucił chłodno patrząc mściwie w oczy Harry'ego. - do zobaczenia Księżniczko,  pożegnał mnie i zniknął.

Harry spojrzał na mnie zaskoczony.
otarłam "ze wstrętem" rękę z dotyku ust Draco.
- co ? spojrzałam zdziwiona na Harry'ego.
- nic. - odparł "spokojny". - po prostu. dostałaś buziaka w dłoń od Malfoy'a.

lekko się spięłam.
jeżeli to miał być znak dla Harry'ego że jesteśmy razem ...

- no i ? nie chce podpaść pani kapitan. podlizuje się, jest przesadnie miły.  a ja mam go wokół małego palca co daje mi jeszcze zyski. - "wyjawiłam mu tajemnicę". - coś jeszcze ?
- on.  wskazał za drzwi.

przeszłam do wampira.

i siedziałam z nim kilka dni.
kilka dni w  których żołądek wywracał mi się do góry nogami.

w końcu puścił mnie na korytarz.
akurat poinformowałam Draco o tym że ma się zerwać z lekcji.

ustawiliśmy się przed wejściem do szkoły, za filarem.
- no i co pani kapitan ? spytał drażniąco Draci.
- kara. - nie mogłam się oprzeć by nie zniszczyć węzła jego krawata. przyciągnęłam go do siebie. - nie będzie bolało. obiecuję.
- mam coś dla mojej pani kapitan.  uśmiechnął się i mnie pocałował.

- POTTER !!! - darł ALeksander.  smutny. z kufrem w ręku.  - wyjeżdżam słoneczko. pożegnaj mnie. - rozglądał się po korytarzu.  dostrzegł mnie w ramionach Draco.  - Igni ...
oderwałam się od Ślizgona.
puściłam do Draciego oczko.

podeszłam do Aleksandra. - nie obrazisz się jak ci powiem że chciałabym się przytulić do twoich pleców ? nie miałam ku temu okazji w Mieście.
- oczywiście. chodź. zrzucił z ramion plecak.
- ale tak żeby wszyscy widzieli. na schodach do szkoły. na ich najwyższym stopniu.
- jeszcze lepiej Igni.

przeszliśmy.
myślał że się przytulę.

a akurat miałąm na nogach glany.
i dostał solidnego kopa w zadek.

poleciał na sam dół na pysk i pocałował, owszem, ale ziemię.
- Potter ... warknął i pozbierał się.

potem już zniknął.


Cz. II    Los ...

spojrzałam na Dracona.
- łądniutko go potraktowałaś. takiej wredotki to jeszcze nie widziałem. zaczął.
- a chcesz posmakować ? spytałam.
uśmiechnął się i pozwolił mi się w siebie wtulić w kolejnym pocałunku.

jednak szybko się musieliśmy rozłączyć.
dzwonek.

odskoczyłam na odległość dwóch metrów żeby nie było podejrzeń.
Draco w pośpiechu i, czemu się dziwić prawda,  idealnie zawiązał krawat w sekundę.
uśmiechnął się i , na szczęście, kiedy nikt nie patrzył puścił do mnie oczko.
- do zobaczenia Księżniczko ! Draco zawołał mi na pożegnanie przez ćwierć korytarza. 

Harry , nasza najgorsza przeszkoda, właśnie się do nas zbliżał.
spojrzał pogardliwie na Draciego który sobie poszedł z narcystycznym uśmieszkiem.
- o co mu chodzi ? spytał Harry bez ogródek.
spojrzałam za Draconem.  zniknął z pola widzenia więc można wciskać kit.  - to dla mnie przyjaciel, po Mistrzostwach się pokłóciliśmy, a teraz jak widzisz niezrażenie próbuje mnie do siebie zjednać dlatego je mi z ręki. czyściutki zysk. mam go wokół małego palca.
- czyli nie jesteś z Malfoy'em ? dopytywał się Harry.
- absolutnie nie. spojrzałam bratu w oczy.
brawo Ignis, nauczyłaś się kłamać i nie odwracać wzroku.
- leć siostrzyczko.  pożegnał mnie brat równo z dzwonkiem.

poszłam na lekcje.
Draco, na szczęście sam,  stał pod salą z moją torbą.
- no i co ? spytał.
- nic. - odparłam. - pytał czy aby na pewno nic mnie z tobą nie łączy.
- i ty mu powiedziałaś że ...
- oczywiście że się nie przyznałam. - Draco lekko się zasępił. - ej, znasz mnie prawda ? dotrzymam obietnicy. powiedziałam ci że zobaczy nasz pocałunek, czyż nie ? - rozpromienił się na sekundę. - wiesz że dotrzymuję słowa.
- wiem. - zapewnił mnie i otworzył drzwi. - czy nie mylę się że za godzinę mamy trening ? uśmiechnął się złośliwie.
zrozumiałam że nie o quidditcha mu chodzi,  chciał ćwiczyć aurę.  - oczywiście.  odpowiedziałam.
- świetnie.  będę gotowy.  wpuścił mnie do ławki, wyjątkowo w sali od Transmutacji, przed sobą.

zajęłam miejsce i pochyliłam się nad zadaniami.
poczułam na sobie wzrok Draco.
odwróciłam głowę w jego stronę.
wbił spojrzenie w kartki.
znowu patrzyłam na materiały i w jakieś 20 minut potem oddałam McGonnnagall  kartę.
zdziwiła się gdyż kiedy wyszłam ze swojego miejsca, nawet Hermiona nadal pisała a to ona zwykle oddawała prace pierwsza.

- już Potter ? skońćzyłaś ?  zdziwiła się nauczycielka widząc pochyloną Hermionę.
- owszem. ponadto sprawdziłam. - oddałam jej arkusz. - czy mogłąbym opuścić salę ?
- nie widzę takiej potrzeby Potter. - odpowiedziała mi życzliwie profesorka. - siadaj. wiem że to był jednorazowy incydent.
- dziękuję pani profesor.   usiadłam na swoje miejsce.

Draco spojrzał na mnie z uśmieszkiem.

McGonnagall po minucie podniosła wzrok. - Potter. - zaczęła.  wstałam z miejsca. - dobra robota. wszystko poprawnie.  plus 15 punktów dla Slytherinu.
- dziękuję pani profesor.  usiadłam z powrotem na miejsce.

dostałam karteczkę.
" 10. ?  "  łądne pismo.  spojrzałam w tył.  Draco lekko się uśmiechnął i wzrokiem wskazał na nauczycielkę.
- panie Malfoy proszę nie namawiać do pomocy bo inaczej Slytherin za każdorazowe spojrzenie dostanie 5 punktów ujemnych.  upomniała go McGonnagall.
- przepraszam pani profesor.  mruknął Draci i porzucił próby komunikacji.

fartem lub nie ale następna była Obrona przed Czarną Magią.
jako jedna z nielicznych weszłam dziarsko do klasy.
nie brzydziły mnie jego metody nauczania.
a za pokazowe walki dostawaliśmy kolejne 20 czy 15 punktów na konto Slytherinu.

Draco cieszył się bo widział praktykę.
a po tej lekcji mieliśmy mieć trening.

zakasał już rękawy jednak OpCM mieliśmy razem z Gryffonami.
jego nadmierną radość zarejestrował Harry.

stoły były ustawione po bokach sali tworząc coś w rodzaju areny.
czyli pokazówka.
świetnie.

- Potter ! - wrzasnął Moody. - znasz zaklęcie powodujące ścisk mięśni ?
- oczywiście. - potwierdziłam pewnie. - pokazowy pojedynek panie profesorze ?
- szykuj się Potter. uśmiechnął się Moody złośliwie.
- jestem gotowa panie profesorze. zapewniłam.
- świetnie.

z zaskoczenia zaatakował.
wyznaczyłam sobie rytm walki na piosenkę Yeah Yeah Yeahs "Zero".
oddałam zaklęcie bo miałam do tego prawo.

Moody w ostatniej chwili je ominął.
drugie zaklęcie było raniące.
musnęło moje ramię powodując oparzenie.
Moody chciał przerwać walkę ale nie dałam tego skończyć.
pokiwałąm przecząco głową.

* Harry * 

spojrzałem na siostrę.
oparzone ramię zaczynało się zrastać.
roztrzaskana szata pokazywała nagą skórę pokrytą bliznami.

widziałem w oku siostry coś co sugerowało u niej liczenie taktów muzycznych.
ustalony, nieznany Moddy'emu rytm.

uśmiechnęła się do mnie i wyskoczyła w górę pod sam sufit w ułamku sekundy unikając zaklęcia które było dwa metry odległości od niej.
opadła równie szybko i wywijając piruet wypuściła smoka z ognia.
Moody wybronił się ledwo i uniósł dłonie sygnalizując koniec walki.

Ignis skinęła głową w znaku szacunku i wróciła do ławki.

Malfoy napuszył się że koło niego siedzi i podał jej "wspaniałomyślnie" bandanę żeby zasłoniła ramię.
ona tylko się uśmiechnęła, owszem przyjęła opaskę,  jednak zestaliła materiał.
a bandanę zawiązała na nadgarstku z czego Malfoy również się puszył.

spojrzał na jej dłoń i lekko ją uścisnął.
siostrzyczka przesłała mu uśmiech zawstydzenia a odwracając do mnie wzrok przewróciła oczami,

byłem po części z niej dumny.
Malfoy który wykorzystywał ludzi sam padł ofiarą swojego postępowania.

* Ignis * 

odwróciłam wzrok do trzymającego mnie za dłoń Ślizgona.
- puść już. - zabrałam rękę z jego uścisku.  choć przyjemne, dłonie Draco należało odłożyć. - nie jesteś tu sam. skarciłam go cicho.
- ale niedługo będziesz już tylko do mojej dyspozycji z powodu treningu. odparł.
- daruj sobie.  ukróciłam.
chociaż nie chciałam skracać kłótni.
doszłoby do pocałunku.

jednak w klasie na to pozwolić nie mogłam.
dlatego musiałam traktować go chłodno.

przeszłam na korytarz.
złąpał mnie Draco.

spojrzał na mnie wymownie.
- gdzie idziesz Księżniczko ? spytał przymilnie.
- Las czy boisko ? oddałam pytanie.
- Las. prywatniej.  odparł Draco z lekkim uśmiechem.
- chodź. - wsadziłam ręce do kieszeni szaty i torbę zrzuciłam na drzewo.  jego tak samo.  - płaszcz. - zakomenderowałam.  ubrał pelerynę Maga.  - zaczniemy od Wody. - pokiwał głową skupiony. - zaatakuj mnie.

* Draco * 

to było dla mnie zaskoczenie.
stałęm osłupiony w miejscu.
- zaatakuj. - powtózyła. - inaczej widzę.  - uśmiechnęła się. zniknęła i pojawiła się przy moim gardle. - zaatakuj mnie. jak ci wyjdzie i się nie obronię dostaniesz coś ode mnie.
- miałaś mnie nie gryźć Igni. odparłem.
- nie ugryzienie blondynku. - pstryknęła mnie w ucho i znowu zniknęła. - nagrodę.

uspokoiłem się.
odetchnąłem i zanim zdążyłęm mrugnąć dostałem czymś w rodzaju bata z Wody.
- wróg nigdy nie będzie czekał aż się pozbierasz. - ofuknęła mnie. znowu byłą tuż przy mnie i pstryknęła mnie w ucho. - ktoś zabił cię już dwukrotnie. pospiesz się. masz trzy życia. jak wszystkie stracisz to masz przerąbane. - pocieszenie.  pomyślałem. - pozbieraj się.  masz 10 sekund.

Ignis jako mentorka byłą zimna i wymagająca.
liczyłem na odrobinę więcej tłumaczenia, jakiejś teorii tak na początek.

liczyła cicho oskrobując patyk.
jeszcze 7 ... 6 ...

uderzyłem w nią, lub chciałem,  słupem Wody.
- no nareszcie Malfoy. - pochwaliła zimno. oddała atak. a ja się wybroniłem i wyprowadziłem kolejny cios. - wyczuj rytm przeciwnika by ... - podcięła mnie a pod brodą poczułem lód. - by móc go wykorzystać na swoją korzyść. - cofnęła lodowe ostrze i podniosła mnie ze ściółki. - jeszcze raz.

zacząłem myśleć o tym jako bardziej o muzyce.

Ignis się odnalazła w rytmie walki jednak nie wykorzystywała tego, na razie wolała poczekać i dać mi szanse.
nie chciałem forów.

zaatakowałem poza schematem.
Ignis się bardzo ładnie wywinęła. - nieźle Malfoy, nieźle.  jednak ciut za wolno. - uśmiechnęła się słabo. - jedno życie ci zostało. bardzo dobrze. - poczochrała mnie. - dzisiejszą sesję treningową uważam za zamkniętą.  - wskazała na niebo.  powoli słońce zachodziło. - idź do szkoły.  ja mam jeszcze obchód do zrobienia.
- poczekam na ciebie.  zapewniłem ją ściągając torbę z drzewa podmuchem wiatru.
- nooo ... - uśmiechnęła się dumna. - ładnie.  widzę że ktoś trenował z Powietrzem.  - pokiwała głową. - jednak zacznijmy od początku czyli od Wody.
- dobrze pani profesor. - uśmiechnąłem się zabierając torbę. - dostanę nagrodę ?
- na zachętę do treningu. - pocałowała mnie w policzek. - leć. dotrę na kolację.


* Ignis * 

pierwszy trening.

los chciał że miałam obchód.
usłyszałam coś dziwnego więc i sprawdzić to wypadało.

weszłam w Las jednak nie było nic nadzwyczajnego.
pojawił się Ceantaur, ten sam który odstraszył Quirrella trzy lata temu.
- witaj Ignis.  skłonił się.
- witaj przyjacielu. - odpowiedziałam z takim samym gestem. ja jednak zamiast pełnego ukłonu skinęłam głową. - czy jest tu coś niezwykłego od zeszłych wakacji ?
- nie Ignis. nic się nie zmieniło.  wszyscy czekamy na Czarę. szkoda że nie bierzesz udziału. mieliśmy sejm na wakacjach kogo popierać a kogo wypierać z Lasu podczas Czary.  nawet Cyklop za tobą głosował.
- podziękuj im za wsparcie jednak mam jeszcze inne zobowiązania.
- takie jak uczenie syna rodu Malfoy ? - spytał.  przez sekundę zamilkłam. - tak, obserwowałem wasz trening. jesteś dla niego zbyt ostra. to jeszcze dzieciak. i to z domu w którym tylko w matce ma oparcie. poświęć mu więcej uwagi i czułości.  chociaż tego drugiego mu z twojej strony chyba nie brakuje.
- ukróć przemowę Centaurze i powiedz mi do czego zmierzasz. poprosiłam.
- daj mu odrobinę forów. zasugerował Centaur i odgalopował.

pomimo że trochę już je widywałam to nadal imponowała mi ich prędkość.

przywołałam torbę i  wyszłam z Lasu.
wchodziłam na kolację.

wzrok wszystkich skierował się w moją stronę.
Dumbledore trzymał w ręku trzy kartki.

* Draco * 

nie wierzyłem w to co się stało.

Czara wylosowała trzy osoby.
Puchona, Gryffona i Ślizgona.

nasz dom reprezentowała Ignis.
Gryffindor przejął Potter.

ale jakim cudem skoro oni byli poniżej bariery wiekowej ?

kątem oka wychwyciłem jak Moody patrzy na Ignis a w oczach Księżniczki malowało się potwierdzenie, bezgłośnie,  wręcz niezauważalne.

czyli ona się zgłaszała.
kazała to zrobić Moody'emu.


zdziwiona podeszła do naszego stołu i usiadła.

-  nieładnie tak kłamać. - skarciłem ją szeptem.  Sala znowu zawrzała rozmowami. - miałaś się nie zgłaszać a tu proszę.  poprosiłaś Moody'ego żeby cię zapisał.
odwróciła się gwałtownie i z wyrazem szczerego zdziwienia.
- Draco spójrz mi w oczy. - zrobiłem bez wahania to o co prosiła. - nie robiłam niczego żeby się dostać do Czary. - patrzyła wprost w moje oczy.  uwierzyłem.  - teraz wierzysz ?
- tak.  odparłem.

* Ignis * 

o co chodzi ..
dyrektor trzyma trzy kartki a Czara ma zdjęte pieczęci.

- Potter !!!! - wydarł się Dumbledore. - obydwoje do mnie ale już !!!!
 podeszłam sztywno do stołu.

stał tam już Krum, jakichś dwóch Dumstrandczyków,  trzy pół wile z PObbatoun,  a od nas Puchon - Cedrik Driggory ,  i chyba też Harry i ja.

los ...
och Fortuno i Siostro  czemu to splotłyście ?
ojcze czemu ...

wzięłam Harry'ego za rękę i podeszłam do stołu nauczycielskiego.
- czy którekolwiek z was kazało komukolwiek się zgłosić !? - ryknął dyrektor. - odpowiadajcie !
- nie panie dyrektorze.  odparłam.
- nie.  poparł mnie Harry.
oboje patrzyliśmy w błękitne oczy dyrektora pewnie.

- w takim razie. - dyrektor zaczął spokojny. - Czara wybrała członków gry !!!!   wrzasnął.

Hogwart bił nam brawo.
byłam dumna.

czemu ?
Łowca.
Łowca miał bardzo duże szanse na przetrwanie.

- Ignis puść coś z ognia.  podpuścił mnie Krum.

trudno.
jeden wielki smok.
rozłożyłąm ramiona i wyszedł sam.
lung chiński.
owinął się i ryknął.

Draco mimowolnie się uśmiechnął.
gdybyśmy mogli ludziom pokazać że jesteśmy razem ...
już dawno by tu był i pocałował mnie.

ale nie mógł.
wskazał wymownie wzrokiem na drzwi.
uśmiechnęłam się.

- wygramy !!! podrzegłam tłum Hogwartczyków jeszcze bardziej.

Cirispin obiecuję ci że skopię tyłki Dumstrangu i wygramy.


przeszłam do swojego stołu.
Markus wziął mnie na ramię i razem z resztą drużyny wyszliśmy do dormitorium.
szaleńcy.

- no Ignis. masz to wygrać. - zaczął głośno kiedy mnie niósł przy tłumie. - obiecałaś.
- i dotrzymam słowa Markus. - odparłam. - albo to albo kojfnę po drodze do wygranej.
- Potter, Potter waż słowa.  - skarcił mnie Snape. - jednak życzę ci wygranej.



























































niedziela, 1 grudnia 2013

Rok IV Rozdział V Intruzi ...

minęło kilka dni od tego jak w jeden dzień Slytherin dzięki mnie zarobił 60 punktów w jeden dzień.
był to, jak mi to powiedział Snape,  obecny rekord.
jednak na lekcjach z Moody'im pomimo tego dużego punktu przewagi nad Gryffonami chciałam jeszcze więcej.

spojrzałam na zegarek.
3 nad ranem ...
a ja siedzę w pokoju wspólnym i odrabiam zapomniane prace domowe ..
nie ma lepszej metody na pobudkę niż napisanie ciągnącego się eseju na temat Transmutacji.
nie narzekałam na temat, gdyż miał być związany z transmutacją.  na taśmę wzięłam przemiany w sposobie postrzegania świata podczas przemian wilkołackich, bądź stereotypowych wampirów
( na marginesie te wszystkie rozpadające się na słońcu osobniki są obecnie gatunkiem jak najbardziej wymarłym. prędzej spotkacie pół wampira pół wilkołaka niż stereotypowego wampira )

tak więc znając litereturę od podszewki napisałam już 3/4 podanej objętości.
temat był ciężki, stare księgi trudno dostępne a jak już były pod ręką były pisanie ciężkim, naukowym, staromodnym językiem.
ale ktoś kto przeżył choć dzień w bibliotece na zamku Rady przebiłby się przez tą zasłonę bez problemu.

w pół godziny potem miałam wyrobioną normę.

co mi zostało na tym stosie książęk ...
ach no tak ..
trucizny.
wuj chciał mnie chyba wykończyć.
po raz dziesiąty chyba kazał mi napisać pracę a temat kolejnej trucizny ..
dobra co my tu mamy ..
"Nadmierne spożycie Veritaserum. powód do śmierci ?" brzmiał temat.

po kolejnej godzinie nad księgami, woluminami i myśleniem o temacie z punktu kryminalistyki miałam gotową pracę.

czyli o godzinie 4:30 miałam wszystko z głowy.
no nie do końca wszystko.

czułam w powietrzu że coś się kroi.

jednak na chwilę obecną położyłam się przed kominkiem i zasnęłam.

na śniadaniu stało się to dla mnie jasne.
Ślizgonki się wystroiły.
przyjeżdża Dumstrang a z nim Pobbatoun.

wolałam gościć pół i ćwierć wile i mieć z nimi na pieńku niż strzępić język na ..
hej.
gdybym połamała jednego Dumstrandczyka ...

nie.
wuj, ojciec, a no i dyrektor by mnie za to zabili.

tak więc chcąc nie chcąc musiałam przeżyć i powitać tych intruzów.

obiad.
dyrektor odświętnie ubrany.
- powitajmy proszę uczniów z dwóch różnych szkół którzy przyjechali tu z okazji Czary Ognia. - całą Sala odwróciłą wzrok. jednak na korytarzu panowała cisza. - jako że panie mają pierwszeńśtwo powitajmy gorąco urocze damy z Akademii Madamme Maksine - otworzyły się drzwi i wbiegły przez nie dziewczyny w niebieskich mundurkach i rozpraszające słowiki i motyle po sali.  na koniec weszła akrobatyczka a za nią wielka i potężna Madamme Maksine ważąca chyba nie mniej niż Hagrid oraz jego wzrostu i postury.  spojrzałam na gajowego. widać było że od razu się zakochał. - teraz proszę zgotujcie gorące brawa dla naszych gości przybyłych z odległej Syberii szkoły Dumstrang !
weszli na salę.  ubrani w ciemnoczerwone mundury odświętne oraz z laskami których szybkością krzesali iskry.  obok Kharakova,który był na końcu tego pochodu, szedł Krum który puścił do mnie oko.

ach jak chciałam im przeszkodzić w popisywaniu się "siłą i szybkością".

jednak miałam obowiązek wejścia na koniec i przywitania ich.  jednak nikt nie powiedział że nie mogę przyćmić tych pozerów z Rosji.
wyszłam za drzwi.

* Draco * 

Ignis gdzieś zniknęła.

no tak ..
obowiązek ...

- przywita was nasz Łowca.  drzwi powoli się otworzyły.

Ignis stała w nich.
głowa opuszczona, z ust para, skrzydła przybrały barwę srebra i były jak z metalu.
błyskawicznie podniosła wzrok i przebiegła do połowy Sali.
wykonała imponujący wyskok otoczona Ogniem. wylądowała z impetem tuż przed dyrektorami.
u stóp była jedna długa szabla i uschnięta róża.  wykopała nagi miecz do góry i chwyciła go za ostrze. drugą ręką chwyciła różę która w jej uścisku nabrała koloru i życia.  przyklękła przed dyrektorami i podała zamkniętą broń dyrektorowi Dumstrangu i różę która stała się żywym bukietem Madamme Maksine.
- witamy w Hogwarcie.  powiedziała oficjalnie.

cała Wielka Sala biła jej brawo.
z resztą nie tylko my.
Dumstrandczycy byli pod wrażeniem.
Pobbatoun również.

jednak cały ten czas zostawała w kapturze.
teraz odsłoniła twarz.

spojrzała Dumstrandczykom w oczy i wypuściła krótko powietrze.
oni podążyli za nią do naszego stołu.

- ładny pokaz.  rzuciłem krótko.
tylko tyle zdążyłem zrobić bo gdy usiadła jakiś dryblas zrzucił mnie z miejsca.

- ej. - skarciła go. podniosła mnie delikatnie i usadziła z powrotem. - stałe miejsca mają Ślizgoni. wy siadacie gdzie jest ... - ugryzła się w język. ktoś zajął puste miejsce Cirispina. - złaź mi stamtąd.
- bo co mi zrobisz laleczko ? to nie były twoje czary. zadrwił ten sam goryl.
- to. - kopnęła go w kostkę. - jeżeli się nie usuniesz będzie to coś czego raczej nie chciałbyś stracić. - chłopak usunął się kląc pod nosem. - to samo tyczy się każdego z was. zagroziła im.
- Ignis to nasi goście. - skarciłem ją cicho. spojrzała na mnie twardo. nie chciała by ktoś zajmował miejsce Cirispina. w tej kwestii nawet mnie by kopnęła. - dobra. ale w innych kwestiach im ustąp.

* Ignis * 

niedoczekanie.
siadać na JEGO miejscu.

mijał powoli rok od JEGO śmierci.
nikt nie miał prawa zajmować TAMTEGO miejsca.

niewychowane małpy.  prychnęłam w myślach.

jedynie Krum stał za mną i chrząknął.
- ekhem Ignis gdzie jest jakieś wolne miejsce ? spytał łagodnie.
jedyny, pomimo faktu że był ich Łowcą, wychowany Dumstrandczyk którego nawet lubiłam.
- przykro mi ale chyba musiałbyś usiąść na moich kolanach. bo nie ma.
- w takim razie ... - podniósł mnie jak piórko, usiadł i usadził mnie na swoich kolanach. - już.
widziałam jak Draco cicho zgrzyta zębami.
- em Wiktor mogę cię prosić na korytarz ? spojrzałam przez ramię na kulturalnie jedzącego gracza.
- jasne. wstał nie widząc przeszkód.
jego koledzy wręcz przeciwnie. - uuu Kruum ... nie wykończ jej. podobno zajebiście śpiewa. chcemy jej posłuchać.
- posłuchacie jeżeli wcześniej nie rzucę was bestiom w Lesie na pożarcie. syknęłam.
- ej Ignis ... - spojrzał na mnie Wiktor. odetchnęłam. - chodź. - przeniósł mnie. - a wy puknijcie się w czoło.

wyszłąm razem z nim na korytarz.
- o co chodzi ? spytał spokojnie.
- to co ci mówiłam o kolanach owszem jest prawdą. mamy o jedno miejsce za mało. - zaczęłam. - jednak proszę cię o dwie rzeczy. pierwsza to uspokój swoich kolegów bo jak usłyszę jedną tępą uwagę na temat mój, Hogwartu czy nie daj Salazarze, o Łowcy to ich poćwiartuję. - pokiwał głową. znał Cirispina i to jak się czułam po jego śmierci.  - druga nie wygadasz się nikomu jak cię o czymś poinformuję ?
- oczywiście że nie. - zapewnił mnie honorowo. - w końcu jestem Łowcą. nie mogę łamać słowa.
- dobrze.  druga : ten blondyn którego twój tępawy kumpel zrzucił z miejsca to mój chłopak. - Krum uśmiechnął się półgębkiem. - widziałeś to na Mistrzostwach Świata i ma to zostać tajemnicą. szczególnie dla mojego brata.
- spokojnie z Harrym nie mam kontaktu. odpowiedział spokojnie.
- i uprzedź swoich kolegów że jak tkną mojego "chłopca na posyłki" to obsmażę im zadki.
- spokojna głowa. nie tkną go. zadbam o to.  - poszedł razem ze mną na Salę kiedy już wszystko było omówione. - sio. - rozgonił ludzi ze swojego miejsca. usiadł i wziął mnie na kolana.  napisałam maczkiem na serwetce " wie. nie da cię poniżać.  nie denrwuj się skarbie. to przyjaciel "  i podałam ją pod dłoń Draco.  odczytał druk kiedy Krum podniósł mnie i posadził na swoich kolanach. Draci niezauważalnie skinął głową. smutny.  ale trudno ...  mus ...   - Ignis podasz mi zupę ?
- proszę bardzo.  - oddałam mu pełną parującą miskę. wychyliłam się po sushi.  od podróży do Japonii nie miałam z nim styczności.  ludzie z Dumstrangu dziwili się że mnie nie brzydzi jedzenie "czegoś takiego" - smacznego ludzie.

po kolacji weszli do pokoju wspólnego i ustawili stół przed kominkiem jako "scenę".
- zaśpiewaj ! wrzeszczeli.
- bo co ? rzuciłam bezczelnie.
- no daawaaj ... - ten sam dryblas któy dostał kopa i mówił Krumowi o wyjściu na korytarz się odezwał. - bo Wiktor się na ciebie obrazi.
- stary nie wkręcaj mnie w to. - zaoponował. - chce niech śpiewa. nie to nie.
- taaa teraz to tak mówisz ale jak tylko dostaliśmy cynk o jej głosie to było "och Igniis". - odparował mu kumpel. - nie wykręcaj się Krum. wiemy że chcesz sobie na nią popatrzeć, jak my wszyscy z resztą.

szukałam ratunku w Draco.
ale on oczywiście bardzo chciał mnie zobaczyć.

patrzył na mnie przymilnie.
dlaczego do cholery nie umiałam odmówić jego spojrzeniu !?

- co będę mieć w zamian ? - spytałam tłumik. - nie śpiewam za darmo.
- to ci chyba zapewni Krum. odpowiedział mi grubiańsko ten sam idiota.
- słuchaj mnie uważnie idioto. - wychyliłam się w stronę jego gęby. - jedna uwaga. jeszcze jeden durny dowcip, uwaga czy źle dobrana gra słów. jeden taki błąd a to - pokazałam mu ostrze. długie na dwadzieścia centymetrów. - całe zniknie w twoim ramieniu. i dopiero kiedy będziesz konał w Lesie je wyciągnę by zwabić bestie by cię zżarły żywcem. - patrzyłam w jego oczy chłodno, spokojnie i pewnie. - rozumiemy się ? uśmiechnęłam się sadystycznie.
wystraszony Dumstrandczyk, widząc że nie kantuję ( chociaż bądźmy szczerzy za coś takiego by mnie wywalili na zbity pysk )  dał spokój.
- a teraz na poważnie. co dostanę w zamian ?
- uratuję wam tyłki. - prychnął cicho Draco. - wszystkie moje słodycze. plus każde jakie dostanę czy kupię. wystarczy ci "daj" a je dostaniesz. ale śpiewasz 5 piosenek. uczciwy układ ? spojrzał na mnie z uśmiechem łobuza.
- uczciwy.  - odparłam.  weszłam na scenę. - to co ostatnio zgaduję. spojrzałam na Draco z wysokości.
- oczywiście. odpowiedział z półuśmiechem.  złośliwym półuśmiechem.

oj dostanie mi się od niego po uszach za pokazywanie talentu Dumstrangowi.

puściłam muzykę.
jednak stwierdziłam że trochę pomęczę Dracona.
wybrałam na początek numer tylko do tańczenia.

rozległy się gwizdy od tych niewychowanych idiotów.
Draci stał i chłonął to co się działo.
nie wierzył chyba w to co się dzieje.

ja też do końca nie.

okazało się że Dumstrang rzucał mi kasę pod nogi.

aha ...  taaaa .... samo to świadczyło o ich poziomie ..

potem śpiew.
zaczęli oczywiście od "Bad Rain".

a jak nastawiałam się na numer śpiewany to owszem.
" I Love Rock n Roll "  owszem ale z choreografią.

kolejna kasa pod stopy.
ich strata mój zysk.

przybrałam się w monety.
kolejne gwizdy.

spojrzałam w oczy Draco.
^ myśl lepiej o pocałunku. język ci się zrósł.  a ja nie mam zamiaru ci odpuścić skarbie ^
^ z wielką chęcią. skończysz i się zmywasz. Księżniczko ^   odpowiedział mi.

piosenka się skończyła.

Dumstrang aż nosiło.
jednak obwieściłam im że to koniec.

wyszłam na korytarz zabierając pieniądze do sakwy.

intruzi ...
a zachowują się jakby byli w  tym domu od dawna ...

Krum wyszedł tuż za Draco.
jakby chciał się upewnić.

Ślizgon oparł mnie o filar. - i co ? spytał.
- to. - pociągnęłam krawat blondyna. - powiem ci że nie mogłam nie myśleć o tym naszym pocałunku.
- ja również. - odparł. - może jednak zaryzykujemy ? spojrzał mi w oczy.
- no risk no fun. - pocałowałam go. zbliżył się i spiął. - a teraz Ślizgon mi powie. - podrapałam go lekko po karku.    nie mogłam mu odmówić pocałunków jednak nie miałam dawek od Rady.  a powoli dopadał mnie głód. a zamienniki się powoli kończyły     - co on myślał kiedy śpiewałam.
- widziałem twoje usta. - zaczął cicho. - całowały mnie.
- ale jak ? spojrzałam mu w oczy.
- bardzo leniwie. - odparł.  zwykle nie chciał mi mówić czego chce od pocałunku.  - bardzo leniwie jednak w drażniący sposób.
- może mogłabym spróbować ci dogodzić. - przekrzywiłam głowę. - gdybym tylko mogła.
- chodź i nie pleć głupstw. - ściągnął mnie silnie do pionu. - no już. całuj.
- zamknij oczy. - oplotłam jego szyję. Draci posłusznie zamknął powieki.   pocałowałam go. pamiętając co mi zdradził.  była to jedna z tych niewielu chwil kiedy miałam go dla siebie po całym dniu siedzenia na lekcjach.  - dobranoc.
- jeszcze nie ma nocy. - odpowiedział mi. - jeszcze możemy ...
- szz ... - usniosłam palec.  staliśmy przytuleni do siebie.  - Filch.  poszedł sobie. - spojrzałam w jego oczy. - na razie cisza.
Draco uśmiechnął się. - leć. dogonię cię skarbie.  pocałował mnie w policzek.

Krum złapał mnie za ramię.
- wierzę. na początku myślałem że to blef - uprzedził mnie - jednak teraz widząc was ... no ... widzę. 
- spokojnie Wiktor - odpowiedziałam - ale proszę cię o dyskrecję w tej sprawie. Harry nie wie i ma tak zostać co najmniej do balu. 
- ale zatańczysz ze mną ? Krum spytał z uśmieszkiem. 
- raczej nie. - odparłam - idę i tańczę sama. 
- rozumiem że jestem bez szans.  - odpowiedział leciutko przygaszony. - jednak proszę o przemyślenie jednego tańca.  Wiktor "szarmancko" skłonił się lekko i pocałował mnie w dłoń. a akurat wtedy przechodziła tamtędy jakaś Ślizgonka.

jakby to określił Spade "pięknie. po prostu kurwa pięknie".
mamrotał to co ktoś nie trafiał w rytm na próbach w wakacje i tak mu chyba zostanie.

wypuściłam powietrze z płuc z sykiem.
fartem "urażona duma" Kruma nie pozwoliła mu stać i czekać aż ja odejdę.

za to teraz to mam śliczne kłopoty ...
pochwaliłam działanie Dumstrandczyka w myślach.

okazało się że, co najlepsze,  jest to Pansy Parkinson.
jeszcze śliczniej.

podeszła do mnie.
ni to szczęśliwa, ni to wkurzona.
- widzę że Draco zostaje moją parą na bal skoro ty pójdziesz z nim. - zaczęła. - nie musiałaś tego robić. dodała złośliwie.
- po pierwsze. nikt nigdy nie mówił że na bal pójdę z Malfoy'em. - odparłam ukrywając nerwy. - po drugie. niczego nie zrobiłam.  po trzecie. odmówiłam Krumowi ale zachował się tak jak się zachował.
- nie wierzę ci. a Draco będzie mój.  zobaczysz.   syknęła dumna i pobiegła do dormitorium oznajmić "swojemu chłopakowi"  o tym co widziała.

Draco kiedy się pojawiła spojrzał na mnie z półuśmiechem.
jednak kiedy posłuchał jednym uchem Pansy udał że nic go to nie rusza i jej odmówił.
ale naprawdę podniósł się, zabrał Crabbe'a i Goyle'a i wyszedł. " na spacer w poszukiwaniu szlam do gnębienia",
ja podałam że woła mnie Las.

szukałam go.
jednak nie sądziłam że zastąpi mi drogę i oprze wściekle dłoń niedaleko mojej twarzy.
- co to miało znaczyć skarbie ? zaczął zły.
- pierwsza rzecz. ty byłeś w dormitorium. mnie Krum złapał.
- aha no i co dalej ? pocałował cię, potem dał to samo na dłoń i zniknął !? warknął Draci.   zazdrosny. zazdrosny jak szlag.
- rozmawiał ze mną. chciał mnie namawiać na pójście na bal z nim jako parą, na tańce podczas imprezy.  odmówiłam oczywiście. stwierdził że nic po nim, powiedział żebym to jeszcze przemyślała, pocalował mnie w rękę. - otarłam resztki jego dotyku. - i zniknął.
- nie wierzę. odpowiedział.
zaśmiałam się krótko.  
slyszeć oskarżenia to jedno.
ale słyszeć bicie jego serca, nutkę niepewności w głosie pokazującą blef,  widzieć światło w jego oczach.
- jesteś zazdrosny. - zbliżyłam się odkrywając jego maskę. - przyznaj mi się. denerwuje cię to, drażni. - prowokowałam go. zrobiłam kolejny krok w jego stronę zapominając o braku zapasów. wciągnęłam powietrze do płuc. - pachniesz zazdrością skarbie. oj śmierdzisz bym powiedziała. - pocałowałam go w policzek. - a ja jestem wierną Księżniczką.
- u-do-wo-dnij.  nacisnął Draco.
zaplotłam dłonie za jego karkiem. - wiesz przecież jak smakują pocałunki. - zdziwił się ale wyczułam że lekko jego ciśnienie skoczyło. - wystarczy że cię pocałuję.
- zrób to. odparł Draci starając się na chłód.
spojrzałam mu w oczy.  
zamknął je powiekami.
spełniłam prośbę.

wtulił mnie w siebie.
ale choćbym nie wiem jak chciała w jego uścisku zostać tak mocno wiedziałam ż wiąże się z tym ryzyko.
- i ... spojrzałam w oczy Draco.
- muszę mieć pewność. - teraz on krótko mnie pocałował. - wierna.
- ufaj mi odrobinę. a jak nie wierzysz - patrzyłam mu w oczy i zbliżyłam usta do jego ucha. - to pogadaj z Krumem w mojej obecności.
- ale to intruz ... zaczął w obronie.
- wóz albo przewóz. - odpowiedziałam mu złośliwie. - intruz intruzem ale wytrzymać musimy. Książę. ściągnęłam jego krawat i wróciłam do dormitorium zostawiając go na korytarzu z Crabbem i Goylem.

intruzi ...
przeżyć jakoś musimy ...
może ich nie połamię ...
zbytnio ....